Winne Wtorki: winiarskie zaskoczenie ubiegłego roku

Winne Wtorki

Kiedy Gustaw, autor bloga Przy winie, zaproponował temat dzisiejszych Winnych Wtorków, miałem niełatwy orzech do zgryzienia. Wino, które nas zaskoczyło w ubiegłym roku. Problem w tym, że raczej staram się opisywać natychmiast po wypiciu wszystkie te butelki, które mnie zachwyciły. Czy to poświęcam im obszerne posty, czy też wrzucam krótkie notki na profilu facebookowym Italianizzato, ślad po nich pozostaje. A jeśli jakiegoś wina nie opisałem, to po prostu uważałem, że nie było ono tego warte. Czytaj: nie wywołało ono u mnie żadnych emocji.

W pierwszej chwili chciałem się skupić na którymś z win odnalezionych na Sandomierskim Szlaku Winiarskim. Te jednak już prezentowałem w ramach serii wpisów Enoturystyka na dwóch kółkach. W sukurs przyszła Winkolekcja, która niedawno zorganizowała w Poznaniu degustację win z ich portfolio zapraszając przy tym niektórych producentów, aby sami zaprezentowali swoje produkty.

Na wspomnianą degustację wpadłem jak po ogień i mając zaledwie godzinę wolnego czasu zdecydowałem się spróbowanie tylko kilku butelek. Traf chciał, że już na samym wstępie znalazłem się w objęciach przedstawicielki Vini Velenosi, Annalisy. Przyjechała ona do Polski z regionu raczej mało znanego na arenie międzynarodowej, żyjącego w cieniu wielkiej Toskanii, tłustej Emilii-Romanii czy usłanej krzewami oliwnymi Umbrii, a mianowicie z Marchii. O ile sama nazwa regionu niektórym obiła się o uszy, o tyle jeśli chodzi o wina pochodzące z tych rejonów to rzadko kto bez trudu wymieni jakąkolwiek apelację. No ok, jest Verdicchio dei Castelli di Jesi, ale i tak trafia ono sporadycznie w zacnych egzemplarzach na nasz rynek (pomijam tutaj masowo produkowane zlewki, które pojawiają się czasem na półkach marketów).

Nie na tym jednak dziś się skupię, bo Verdicchio dei Castelli di Jesi raczej nie należy do win zaskakujących. Zgoda, ze spokojem możemy zaklasyfikować je do grupy smacznych i porządnie zrobionych, ale na pewno nie wywołujących zaskoczenie u degustujących. Od słowa do słowa Annalisa poprowadziła mnie przez historię winnicy Velenosi znajdującej się na południu Marchii, tuż przy granicy z Abruzzo (ten region z kolei boleśnie doświadczyły w ostatnich latach trzęsienia ziemi). Rodzinny projekt rozpoczął się w 1984 roku. Właściciele początkowo stawiali na odmiany międzynarodowe, ale wystarczyło zaledwie kilka lat produkcji, aby przekonali się, że potencjał ich terroir uwydatnia się najlepiej w odmianach lokalnych. Kolejne dokupywane hektary były obsadzane takimi szczepami jak pecorino, passerina czy trebbiano i verdicchio. Wśród czerwonych pojawił się italski szlagier, sangiovese, oraz jeden z enologicznych skarbów Marchii, lacrima di Morro d’Alba.

Ten ostatni gościł w moim kieliszku zaledwie kilka razy, zawsze jednak wywoływał na mojej twarzy zaskoczenie. Szczep raczej trudny w uprawie bo podatny na choroby i bardzo lubiany przez szkodniki, w południowych częściach Marchii, a zwłaszcza w prowincji Ancona, udaje się znakomicie i pokazuje swe najpiękniejsze (to znaczy ekstremalnie aromatyczne) oblicze. Nic więc dziwnego, że już w 1985 roku włoski rząd stworzył specjalnie dla niego apelację Lacrima di Morro d’Alba DOC. Produkcja jest niewielka, zarówno jeśli mówimy o samej winnicy Velenosi, jak i o wszystkich winiarzach w apelacji. Ma to dwojakie skutki. Wina na bazie szczepu lacrima trzymają dość równy poziom, raczej wszyscy producenci dbają o zachowanie jak najlepszej jakości. Z drugiej jednak strony ze świecą ich szukać u większości importerów (chociażby w Polsce), bo zdecydowana większość zostaje sprzedana albo na miejscu, w regionie, albo co najwyżej na terenie Włoch.

Do sedna: jak smakuje lacrima i czemu wywołuje takie zdziwienie? Wyobraź sobie, Czytelniku, wino aromatyczne niczym porządny gewürztraminer. A teraz wpleć te aromaty w delikatną, ale kwasową strukturę pinot noir. Rozumiem, że raczej ciężko to sobie poukładać w głowie, dlatego śpieszę z pomocą na bazie konkretnego przykładu. Wino od Velenosi ma jasną, niezbyt mocno wysyconą barwę, jest prześwitujące. Już na tym etapie pojawia się pierwsze skojarzenie z pinotem. W ustach porządna dawka kwiatów róży, piwonii i fiołków. Dopiero po chwili pojawia się garść miękkich owoców. Rozwijają się nuty jagód, malin i poziomek. Taki obraz aż się prosi o porównanie poziomu aromatyczności z gewürzem. Dochodzimy jednak do ust, w których wino atakuje owocową, żywą kwasowością. Są też delikatne, miękkie taniny. Obok wymienionych wyżej aromatów w tle pojawiają się również ściółka leśna i czarna herbata. Średnia budowa, dużo kwasowości i bogactwo aromatów sprawiają, że Querciantica Lacrima di Morro d’Alba jest wręcz idealnym kompanem wielu dań. Już przy pierwszym zetknięciu się z tym winem każdy, kto ma choć odrobinę zacięcia do gotowania, zaczyna szukać najlepszych połączeń. Moi drodzy, nic nie stoi na przeszkodzie, abyście spróbowali i Wy!

P.s. Według mnie absolutnym numerem jeden pozostaje połączenie hołubiące kulinarnej zasadzie decorum: wino z Marche, przepis z Marche – Olive all’Ascolana. Buon appettito!

 

Nazwa: Querciantica Lacrima di Morro DOC

Producent: Vini Velenosi

Miejsce zakupu: Winkolekcja

Cena: 55zł

Rodzaj wina: czerwone, wytrawne

Ocena: 4,5/6

 

Inni wtorkowicze napisali:

Nasz Świat Win zdziwiony również Włochami

Blurpppa zakoczyła najnowsza oferta Biedronki

Pomysłodawca tematu zdziwiony świetną zawartością odpustowej butelki

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Winne Wtorki: winiarskie zaskoczenie ubiegłego roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s