Winne Wtorki: wulkaniczna Kampania

Winne Wtorki

Wina wulkaniczne. Temat niesamowicie interesujący i trudny zarazem. Biorąc pod uwagę, że wino w Polsce wciąż jest na etapie wychodzenia z cienia, wina wulkaniczne można by określić niszą w niszy. A na dodatek jest to zagadnienie niemal niemożliwe do zdefiniowania. Bo co łączy je ze sobą poza tym, że dojrzewały na podłożu powstałym w podobny sposób? Konia z rzędem temu, kto poda mi chociaż jedną nutę aromatyczną pojawiającą się we wszystkich winach wulkanicznych! Siarka? Świeżo wylany asfalt? Nuty mineralne? Wolne żarty. Wystarczy kilka win powstałych z owoców dojrzewających na stokach wulkanicznych z różnych regionów winiarskich, aby się przekonać, że wszystkie te próby szufladkowania muszą spełznąć na niczym (o czym przekonało mnie swoją drogą jeszcze bardziej wino degustowane przy dzisiejszej okazji). Co innego jeśli mówimy o trunkach tylko i wyłącznie z jednego, danego rejonu wulkanicznego. Wtedy można już dojść do jakichś wniosków…

Stożki wulkaniczne obecne są w wielu miejscach na świecie. Niemal wszędzie ludzie starają się je okiełznać obsadzając te żyzne grunty najróżniejszymi uprawami. Można się domyślać, że w zamierzchłych wiekach kwestią czasu było wprowadzenie tam winorośli. Sycylia, Oregon, Węgry czy Santorini. Gdzie by nie spojrzeć na ogniste góry, przekonujemy się, że ludzie doszli do tego samego wniosku: to dobre środowisko dla winnych krzewów. A poza samymi wulkanami, ziemia obfituje przecież w rozległe tereny pochodzenia wulkanicznego. To utrudnia jeszcze bardziej rozmawianie na temat tego typu win.

Weźmy na warsztat taką Kampanię. Region od zawsze kojarzony z Neapolem, miastem leżącym w cieniu wielkiego i wciąż niebezpiecznego Wezuwiusza. Sami mieszkańcy miasta bardzo chętnie utożsamiają się z ognistym sąsiadem, mówią, że żyją z nim w symbiozie i biada temu, kto podniesie nań rękę. Od kibolskich przyśpiewek na stadionach (Lavali, lavali, lavali col fuoco…) aż po literaturę najwyższych lotów (Qui sulle brulle pendici, del terribile vulcano, Vesuvio, distruttore di genti…), Wezuwiusz zajmuje bardzo ważne miejsce w kulturze i codzienności mieszkańców Neapolu. Aż dziw bierze, że lokalni winogrodnicy nie odwołują się doń równie chętnie. Cała przecież Kampania to region naszpikowany wulkaniczną historią. Winnice oddalone o dziesiątki kilometrów od Wezuwia czerpią z jego spuścizny. W poszukiwaniu butelki na dzisiejsze Winne Wtorki musiałem niemało się natrudzić. Jak się okazuje, wulkaniczne południe Włoch nie jest w Polsce wcale takie popularne. Apulijskie primitivo zalewa sklepowe półki i panoszy się tam niepodzielnie. Tu i ówdzie pojawi się ciekawsza etykieta z Sycylii (chociaż bardzo rzadko z Sycylii wulkanicznej, to znaczy z Etny). Dla Kampanii miejsca, wydawać by się mogło, brak. Nawet o Barolo południa, jak przyjęło się nazywać aglianico produkowane w apelacji Taurasi DOCG, niezbyt łatwo.

Koniec końców udało mi się zdobyć wino oparte na jednym z flagowych białych szczepów Kampanii (któż by pił przy takich upałach mocarne Taurasi!). Falanghina to jedna z tych odmian, dla której Włosi bardzo chętnie doszukują się greckich korzeni. I nawet jeśli naukowcy zgodnie twierdzą, że jest to vinifera bardzo stara, na potwierdzenie hellenistycznego rodowodu nie ma (jeszcze!) żadnych twardych dowodów. Wiadomo natomiast, że już w czasach Imperium Rzymskiego falanghina cieszyła się dużą popularnością i chętnie obsadzano nią kolejne stoki. Sama nazwa szczepu wzięła się od słowa falanga (polskie znaczenie wyrazu falanga nie ma tu nic do rzeczy), to znaczy wysokiego pala, który służył do podtrzymywania winorośli uprawianych…w starożytnej Grecji (chociaż jakiś pierwiastek hellenistyczny się pojawia). Daje ona wina raczej dobrze zbudowane z ładnie zarysowaną kwasowością, w których bukiecie pojawiają się takie owoce jak brzoskwinie, ananas, jabłka.

W moim kieliszku tym razem wylądowała falanghina od jednego z najbardziej znanych producentów z Kampanii. Gospodarstwo założone przez rodzinę Capaldo w 1986 roku, Feudi di San Gregorio, dziś pomimo rozległych posiadłość (ponad 300 hektarów winnic) i dużego wolumenu produkcji zachowuje wysoką jakość swoich win i już najniższe etykiety mogą dać jakieś wyobrażenie o tym co może zaoferować ten region. W rzeczy samej, ich falanghina kryjąca się pod nazwą Albente ma ciemną, złocistą barwę. W nosie dominuje mieszanka kwiatowo-ziołowa. Po chwili pojawiają się również dojrzałe białe owoce (brzoskwinia, jabłko). W ustach sporo ciała, a wyraźna cytrusowa kwasowość odciąża całość i nadaje świeżości. Wyraźnie wytrawne, z nikłą zaledwie ilością cukru resztkowego, wręcz proszące się o talerz świeżych owoców morza (a gdzie jak gdzie, ale w Kampanii o to nietrudno). Czy jest to wino wulkaniczne? Cóż, o ile co do pochodzenia szczepu nie mamy pewności, to co do tej butelki tak, owoce uprawiano na glebach pochodzenia wulkanicznego. A czy da się wyczuć to w samym winie, to już zupełnie inna historia…

 

Nazwa: Albente

Producent: Feudi di San Gregorio

Miejsce zakupu: Vininova

Cena: 46zł

Rodzaj wina: białe, wytrawne

Ocena: 3,5/4

 

 Inni wtorkowicze napisali:

Nasz Świat Win i ich wulkaniczne odkrycie

Winne Przygody na wygasłym wulkanie w Somló 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Winne Wtorki: wulkaniczna Kampania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s