Trinacria: Maestri del Grillo – Marco de Bartoli

Podróże, wino

Nadszedł najbardziej wyczekiwany przeze mnie punkt wyprawy na Sycylię. Odwiedziny u jednego z najlepszych producentów wina na wyspie. Marsala. Wysiadamy z pociągu na stacji około godziny czternastej. Słońce jest już nisko na niebie (jakby nie było mamy prawie połowę listopada). Na ulicach pustki. Na peronach również. Żywej duszy nie widać. Głośne rozmowy dochodzą do naszych uszu jedynie z pobliskiego baru, wszak pora obiadowa.

***

Wieczorem wychodzimy do centrum poszukać rowerów na następny dzień. Pomimo, że wszystkie prognozy pogody zapowiadają ulewne deszcze, nie zmieniamy naszych planów. Po kilku dniach na Sycylii zdążyliśmy się nauczyć, że pogoda tu nie daje się uchwycić w żadne ramy i może zmienić się nie do poznania z minuty na minutę. W całej Marsali znaleźliśmy jedynie dwa punkty, które oferują wynajem rowerów. Jest już po sezonie, jeden ze wspomnianych sklepów jest zamknięty na trzy spusty od kilku tygodni. Wchodzimy do drugiego. Po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą odchodzimy z kwitkiem. Na pytanie o wynajem rowerów słyszymy krótkie: Quest’anno no. W tym roku oferują tego typu usług. Co z tego, że za plecami sprzedawcy leżą dziesiątki bicykli, nieco przykurzonych, ale sprawnych.

Po jakimś czasie zrezygnowani wracamy do tego samego miejsca. Pytamy właściciela jeszcze raz o możliwość wynajmu rowerów na jeden dzień. Po dłuższych namowach zgadza się i obiecuje przygotować dwa rydwany na następny poranek.

***

Wynajęte rowery pozostawiają wiele do życzenia, ale są w miarę wygodne, przerzutki i hamulce w nich działają, a poza tym nie mamy żadnej innej opcji, więc nie narzekamy. Przed nami około dwanaście kilometrów dość żwawego pedałowania. Musimy być na miejscu za niecałą godzinę, a jadąc bez mapy pośród winnic i małych mieścin łatwo się zgubić. Na szczęście docieramy na czas.

Marco de Bartoli. Nazwisko, która laikom w świecie wina nie powie nic. Znawcom natomiast zaświecą się oczy. Założyciel winnicy, wielki de Bartoli wymieniany jest jednym tchem obok takich winiarskich sław jak Angelo Gaja czy Jacopo Biondi-Santi. Między innymi to właśnie on odpowiada za winiarski renesans na wyspie i znaczną poprawę jakości produkowanych win przy zachowaniu silnych związków z wielowiekowymi tradycjami. Jego działania, rzecz jasna, skupiały się wokół Marsali, ale bez niego prawdopodobnie tak dużego sukcesu nie odniosłyby dziś również wina produkowane na wyspie Pantelleria.

Marco de Bartoli odszedł ponad sześć lat temu. Na szczęście znalazły się osoby, które z godnością kontynuują to, co zaczął. Josephine, Sebastiano i Renato, dzieci wielkiego winiarza, prowadzą winnice należące do rodziny i z dumą podążają ścieżką, którą wyzaczył za życia ich ojciec.

***

Na podwórku przed domem, wokół którego rozpościera się winnica, wita nas Josephine de Bartoli. Szczery uśmiech, nieudawana radość z naszego przyjazdu i po prostu ludzka otwartość sprawiają, że czujemy się tu jak w domu. Szybko przechodzimy na „ty”, Gipi pokazuje gdzie mamy zostawić rowery (dziwiąc się przy tym nieco, że przyjechaliśmy tu na dwóch kółkach aż z Marsali).

Baglio to najstarsza część domu de Bartoli. Niegdyś ten charakterystyczny rodzaj wysokiej budowli z dziedzińcem był spotykany na każdym kroku na Sycylii. Dziś dialektalna nazwa bagghiu lub włoskie baglio najczęściej pojawia się w kontekście producentów wina lub gospodarstw rolniczych. Wraz ze zmianami społecznymi i wyludnianiem się prowincji, domostwa w tym stylu zaczęły znikać z krajobrazu wyspy.

Teraz jednak stoimy w baglio zachowanym w doskonałym stanie, które na dodatek stanowi jeden z najważniejszych punktów domu. To właśnie tu pod ścianami spoczywają rzędy ogromnych beczek, wewnątrz których dojrzewa najbardziej znane wino producenta. Vecchio Samperi. Nie jest to jednak marsala. Marco de Bartoli marzył o powrocie do tradycji, do ziemi i do natury. Jesteśmy w latach osiemdziesiątych, kryzys marsali. Dziesiątki tysięcy hektolitrów wina, które właściwie nawet nie powinno być nazywane winem. O jakiejkolwiek jakości nie ma tu mowy. Właśnie w tym czasie de Bartoli decyduje się iść pod prąd, chce wrócić do korzeni, do momentu, kiedy John Woodhouse, odkrywca marsali, jeszcze nie pojawił się na świecie. Zaczyna on produkować wino tak, jak robiono to tu od setek lat. Bez sztucznego wzmacniania, bez barwników i całego industrialnego bagażu. Jego Vecchio Samperi to hołd złożony sycylijskiej ziemi i całym pokoleniom lokalnych producentów. Wino powstaje ze szczepu emblematycznego dla tej krainy, Grillo w czystej postaci. 16,5% alkoholu to wynik jedynie fermentacji przebiegającej w beczkach dębowych i kasztanowych, co dobitnie pokazuje potencjał użytego szczepu. Następnie Vecchio Samperi dojrzewa w takich samych beczkach przez około 20 lat, a każdego roku dodaje się doń około 5% młodego wina z kolejnego rocznika. Metoda ta nosi nazwę perpetuum, przypomina ona nieco znaną z Hiszpanii metodę solera używaną chociażby przy produkcji Sherry.

Jakie jest Vecchio Samperi? Niezwykłe. To wino, którego nie da się przyrównać do niczego innego. Barwa ciemnego bursztynu, nie jest ona jednak przesadnie intensywna. W nosie z początku pojawia się nuta bandaża, ale po chwili ulatnia się i ustępuje całej ferii aromatów. Jest ogromna ilość skórki pomarańczowej, sporo suszonych i kandyzowanych owoców, ale również pewna doza świeżości. Wino ewoluuje wraz z czasem i zmianą temperatury, w każdej chwili nozdrza uderzają inne nuty aromatyczne. Zmienia się to, co dominuje na pierwszym planie i to, co gra w tle. W ustach obraz staje się pełniejszy. Niesamowicie wyważone, idealny balans pomiędzy cukrem, a dość wysoką kwasowością. Da się wyczuć wciąż dużo życia w tym winie, pokusić się można o stwierdzenie, że jest ono jeszcze zbyt młode, aby docenić wszystkie jego zalety. I pomyśleć tylko, że już teraz ma ono około 20 lat… Majstersztyk! Chapeau bas, grande Marco!

***

W tym momencie już zdążyliśmy zapomnieć o marsali. Marco de Bartoli swoim autorskim winem przyćmił całą industrię, którą rozkręcili tu swego czasu Anglicy. Gipi jednak sprowadza nas na ziemię przypominając, że wzmacniane wino z tych okolic to nie tylko podłej jakości przemysłowe zlewki. Są też wina, na które warto zwrócić uwagę i poświęcić im więcej niż kilka chwil. Nie da się ukryć, że lokalne winogrodnictwo bez marsali nie byłoby tym, czym jest dzisiaj. Chcąc nie chcąc, Woodhouse zapisał się w historii Sycylii. Ojciec Josephine doskonale to rozumiał i właśnie dlatego zaczął produkować również marsalę, ale skupił się jedynie na najbardziej szlachetnych i najlepszych odmianach tego wina.

W momencie, kiedy zdecydowana większość winiarzy szła za ciosem i produkowała wina parszywej jakości, sprzedawane za bezcen w hurtowych ilościach, które z kolei gwarantowały szybki zarobek, Marco de Bartoli działał znów pod prąd. Skupił się na powiększaniu piwnicznych zbiorów skupując najlepsze marsale od producentów, którzy raz za razem zamykali swoje gospodarstwa pod naporem machiny winiarstwa industrialnego. Jednocześnie zaczął on produkcję swoich win wzmacnianych. Po dziś dzień w portfolio znajdują się tylko trzy wersje Marsala Superiore oraz jedna Marsala Vergine. Dzięki uprzejmości Gipi mogliśmy spróbować dwóch z nich. Vigna la Miccia Marsala Superiore Oro 5 Anni to podstawowe wino tego typu w ofercie producenta. Nie wydaje się być takim, jeśli spojrzymy na proces jego produkcji: rygorystyczna selekcja gron szczepu Grillo, fermentacja w stalowych tankach, a następnie po dodaniu mistelli (mieszanki winiaka i świeżego moszczu) dojrzewanie przez co najmniej 5 lat w beczkach z dębu francuskiego. Każdy z wymienionych etapów wywarł wpływ na efekt końcowy, który jest wręcz oszałamiający. Zwłaszcza, że wciąż mówimy o jednej z podstawowych marsal. Bursztynowa i połyskliwa suknia ubiera bardzo świeży bukiet, w którym przewijają się również nuty suszonych moreli i innych owoców. Całość spójna i z potencjałem na wiele lat.

Marsala Superiore 1987 to już zawodnik innej ligi. Rok wskazany na etykiecie odnosi się do momentu, kiedy do wina dodano mistelli, a zatem w butelce znalazło się wino o kilka lat starsze niż wspomniane trzy dekady. Zabutelkowana rok temu marsala miała już nieco czasu, aby się ułożyć. To, co ją charakteryzuje (jak z resztą również pozostałe opisane przeze mnie dotychczas wina) to niesamowity balans. Niczego nie ma tu w nadmiarze. Cukier i kwas dopełniają się nawzajem, tam gdzie jedno zaczyna brać górę, drugie przychodzi w sukurs, aby równoważyć całość. Wino ewoluuje, z każdą minutą odkrywa coraz to nowe pokłady aromatów, których przed chwilą jeszcze nie dało się wyczuć. Pojawiają się suszone figi i morele, gałka muszkatołowa, marmolada brzoskwiniowa czy nawet przyprawy korzenne na finiszu. Jedyne, co uderza, to jego młodzieńczy charakter. Trzydzieści lat dla tak dobrej marsali to może nie wiek niemowlęcy, ale co najwyżej przedszkolny. Jeśli wpadnie Wam w ręce, uwierzcie, odłóżcie na kilkanaście lat i delektujcie się tym spektaklem w pełni co najmniej za dekadę lub dwie!

***

Wspominałem na wstępie o Pantellerii nie bez przyczyny. Marco de Bartoli to osoba, która odpowiada za winiarskie odkrycie tej wyspy. Jego przeczucie i idące za nim eksperymenty z Moscato na Pantellerii okazały się strzałem w dziesiątkę. To właśnie dzięki niemu wyspa dziś znana jest jako jedno z najbardziej cenionych miejsc produkcji wina z podsuszanych gron w całej Europie. To dzięki niemu na wyspie pojawiły się dziesiątki winnic, które za jego przykładem zainwestowały w uprawę winorośli w tym niecodziennym środowisku.

Bukkuram Padre della Vigna 2012 to wino, które powstaje jedynie w najlepszych rocznikach. Najlepszych, to znaczy takich, kiedy pogoda dopisuje do późnej jesieni, dzięki czemu grona Moscato di Pantelleria mogą być poddane procesowi suszenia na słońcu. Wino jest skoncentrowane i pełne nut charakterystycznych dla szczepu. Pomimo użycia gron podsuszonych na słońcu, wciąż sporo tu świeżości i rześkości dojrzałych owoców. W tle gra mineralna nuta, którą wino zawdzięcza niezwykłemu podłożu, na którym położona jest winnica. Całość jest idealnie zgrana i pomimo dużej zawartości cukru nie zakleja.

Niecodzienną podróż, podczas której naszym przewodnikiem była Josephine, kończymy równie niestandardowo, bowiem winami wytrawnymi. Po serii trunków ze znaczną zawartością cukru resztkowego, dojrzewających przez lata w dębowych beczkach i w znacznym stopniu już utlenionych, przyszedł czas na dwie zupełnie inne butelki. Pietranera 2016 to Moscato di Pantelleria w wersji wytrawnej. Wino w nosie oczywiście częstuje potężną dawką aromatów muszkatowych i białych kwiatów, ale dla przeciwwagi w tle pojawiają się nuty mineralne, w tym siarka i sól morska. W ustach całość o wiele bardziej powściągliwa, z ładną rześkością i czystością na podniebieniu. W skrócie? Nos aromatyczny, usta kamienne.

IMG_9963

Degustację kończymy butelką, którą można by określić klamrą spinającą filozofię, jaką wyznają potomkowie wielkiego de Bartoli. Grillo. W ten szczep wierzył ojciec Gipi, oddał mu się bez reszty. Zaufał mu, a ten odpłacił się z nawiązką. W Grillo wierzą również Josephine, Renato i Sebastiano. Zdecydowana większość ich win powstaje w oparciu o tę odmianę, a różnorodne portfolio jedynie podkreśla mnogość jej zastosowań. Nam dane było spróbować Grappoli del Grillo 2015. Wino w nosie będące zupełną przeciwnością Pietranera. Sporo tu mineralności od samego początku. Są też polne zioła i grapefruit, ale całość nie jest przesadnie wylewna i rozbuchana. Dopiero w ustach wino pokazuje ładnie zaokrąglone ciało z kremową strukturą. Finisz nieco goryczkowy, owocowy. Po takimi podsumowaniu rzecz można tylko jedno: Viva i maestri del Grillo!

***

Nawet nie zauważamy kiedy mijają dwie godziny. Wychodzimy z domu de Bartoli około południa, na dziedzińcu czekają już kolejni śmiałkowie, którzy opuścili Marsalę, aby poznać historię marsali. Żegnamy się z Josephnie żałując, że nasza podróż w głąb historii tego miejsca, dobiega końca. Skromna brama, przez którą wcześniej wjechaliśmy, a teraz wyprowadzamy nasze wypożyczone rowery, ma dla nas zupełnie innej znaczenie. Wchodząc tu nie spodziewaliśmy się, jak bardzo to spotkanie zmieni nasz pogląd na wzmacniane wino i winiarstwo na Sycylii w ogóle. A to wszystko dzięki Marco de Bartoli i jego potomkom, którzy bez chwili wytchnienia z wielką dumą kontynuują jego dzieło. Siete grandi! L’opera cominciata da Vostro padre ha trovato le persone giuste per completare questo lavoro!

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Trinacria: Maestri del Grillo – Marco de Bartoli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s