Trinacria: Sycylia od morza po góry – Etna

Podróże

Być na Sycylii, a nie wjechać na Etnę, to jak być w Rzymie i papieża nie zobaczyć. Wierzchołek słynnego wulkanu widać praktycznie z każdego miejsca na wyspie. Ośnieżony szczyt góruje nad nią trzymając w niepewności jej mieszkańców, którzy jednak wydają się nie zwracać już uwagi na wydobywającą się zeń czasem smużkę dymu.

Etna miała wpływ na Sycylię od jej zarania. Obecność wulkanu determinowała rodzaj upraw i zapewniała żyzne podłoże dla cytrusów, winorośli czy drzew migdałowca. Jednocześnie niszczycielska siła Mongibello wielokrotnie boleśnie doświadczała śmiałków, którzy zdecydowali się osiąść w cieniu jego szczytu. Mimo to po dziś dzień nie brak ludzi, których Etna pociąga. Jej magiczna siła przyciągania sprawia, że Sycylijczycy (i nie tylko, wystarczy wspomnieć o słynnym producencie wina Franku Cornelissenie) wciąż podejmują ryzyko i budują swe życie wokół niebezpiecznego stożka.

Nasza podróż do tego niezwykłego miejsca zaczyna się wcześnie rano. Pomimo, że mamy początek listopada, pogoda dopisuje. Słońce pierwszymi porannymi promieniami ogrzewa powietrze, ale ostrzeżeni przez tych, którzy na Etnie byli przed nami, zabieramy ze sobą bluzy, puchowe kurtki i ciepłe czapki. Po godzinie jazdy autokarem z Katanii, ciągle pod górę, zatrzymujemy się w Nicolosi. Miejscowość ta historycznie uważana jest za Wrota Etny, pierwsze ważniejsze miejsce w drodze na szczyt.

Siadamy w barze nieopodal przystanku autobusowego w samym centrum tej siedmiotysięcznej miejscowości. Pijemy mocne espresso, które zagryzamy pasta di mandorla. Prawdziwie królewskie śniadanie. Na ścianie wisi potężna mapa Etny z zaznaczonymi miejscami i datami wszystkich erupcji. Jest też wyraźnie widoczny cel naszej podróży, Rifugio Sapienza. Na półkach pod mapą znajdują się wina od najlepszych producentów z tutejszej apelacji Etna DOC. Nasz autobus odjeżdża za kilka minut, więc płacimy i kierujemy się w stronę przystanku po drugiej stronie drogi.

Do naszego celu, Rifugio Sapienza, przyjeżdżamy około godziny dziesiątej. Niebo jest błękitne, pojawiają się na nim jedynie niewielkie białe puszyste obłoki. Mimo to nie żałujemy, że zabraliśmy ciepłe ubrania. Zaraz po wyjściu z autobusu czujemy przenikliwy chłód. Powietrze ma około dziewięciu stopni Celsjusza, ale zimny wiatr robi swoje. Ubieramy się we wszystko co tylko ze sobą wzięliśmy, zawijamy szale wokół szyi i zakładamy kaptury.

Rifugio Sapienza to niewielki betonowy placyk położony na południowym stoku Etny. Znajduje się tu wspomniane schronisko, a poza nim kilkanaście bud z pamiątkami przypominające stylem te z Krupówek. Są też knajpki serwujące prostą, acz zjadliwą strawę i, co dziwi najbardziej, w dających się znieść cenach. Kilka punktów oferujących wynajem sprzętu do wędrówek po górach, miejsce w którym organizowane są wycieczki z przewodnikiem (zarówno piesze jak i z użyciem wozów terenowych), stacja kolejki linowej i to by było na tyle.

Bez chwili wahania kierujemy się w stronę największej i najbliższej atrakcji, Crateri Silvestri. Te dwa stożki na zboczu Etny powstały podczas erupcji w 1982 roku. Pomimo, że jesteśmy zaledwie na wysokości niespełna 2000m n.p.m. (wysokość wulkanu to 3340m n.p.m.), już tutaj dobrze da się poznać klimat Mongibello. Czarna ziemia, na którą składają się większe odłamki skał pochodzenia wulkanicznego oraz drobny, wydawałoby się jeszcze ciemniejszy, pył, który przy każdym podmuchu wdziera się do butów, za kołnierz i, co najgorsze, w oczy. Tylko rosnące tu i ówdzie pojedyncze kępki suchej trawy zmieniają nieco krajobraz czyniąc go bardziej przystępnym.

IMG_9542.JPG

Dzięki zaskakująco dobrej jak na tę porę roku widoczności możemy dojrzeć w oddali Katanię oraz całą połać, która dzieli nas właśnie od miasta u naszych stóp. Po szybkiej sesji zdjęciowej udajemy się w dalszą wędrówkę. Podróż na szczyt odrzuciliśmy już wcześniej. Dotrzeć tam na piechotę nie będąc wprawionym w tego typu eskapadach jest ryzykowne, wyprawa kolejką linową z kolei słono kosztuje (30euro w jedną stronę…). Po około godzinnej wędrówce docieramy do kolejnego krateru. Widok ten sam. Teraz jednak jesteśmy kilkadziesiąt metrów wyżej, wiatr wieje jeszcze mocnej, a nam z trudem jest ustać na stożku usypanym z pyłu wulkanicznego. Znajdujemy niewielką skałę, za którą możemy na chwilę się schronić przed nieprzyjemnymi podmuchami. Panorama jest naprawdę niezwykła. Warto tu przyjechać chociażby dla niej (oczywiście jeśli pogoda Wam sprzyja i akurat na górze nie ma gęstej mgły).

Schodzimy do schroniska. Siadamy w przyjemnej knajpce utrzymanej w górskim stylu. Obok nas prawie sami obcokrajowcy, tylko obsługa wydaje się być rodowitymi Włochami. Zamawiamy kolejne espresso, a po nim kieliszek Etna Rosso. Na tej wysokości i w tych warunkach człowiek nie ma ochoty roztrząsać co to za wino, z czego i jak wyprodukowane. Ważne, że smakuje i idealnie oddaje charakter tej ziemi. Krwista barwa, sporo kamiennej szorstkości, ale i owocowej soczystości w ustach. Idealne zakończenie dnia na Etnie…

 

 

Praktyczny punkt widzenia: podróż na Etnę z Katanii najtaniej wychodzi jadąc autobusem miejskim. Koszt to około 6-7 euro w dwie strony. Jedynym minusem są godziny wyjazdu i powrotu – pierwszy autobus około ósmej rano, powrót około szesnastej. W autobusie powrotnym niemal zawsze panuje ścisk, więc warto czekać na niego już około pół godziny przed planowanym odjazdem. Podróżni zmotoryzowani nie mają wyboru, na Etnie wszystkie miejsca parkingowe są płatne, i to słono!

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Trinacria: Sycylia od morza po góry – Etna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s