Wino+rower || Winnica Hiki

Podróże, wino

Zdarzyło Wam się kiedyś poczuć zbyt pewnie w tej czy innej dziedzinie? Choć podświadomie czuliście, że znawcą nazwać się nie możecie, to mimo wszystko Wasza powierzchowność nie dawała za wygraną i stawiała Was w roli mędrca w danym zagadnieniu? Dopiero, gdy rzeczywistość walnęła Was obuchem w łeb wróciliście na ziemię i zaczęliście zachowywać się racjonalnie z odpowiednią dozą pokory? Nawet jeśli uważacie, że powyższe dylematy nigdy Was nie dotyczyły, trudno mi w to uwierzyć. Sam wielokrotnie padałem ofiarą ludzkiej natury i pomimo, że chciałem z nią walczyć, chyba nigdy mi się jeszcze nie udało wygrać. Całe szczęście człowiek na swej drodze spotyka porażki, które są lepszą nauczycielką życia niż cokolwiek innego.

Jeżdżąc od kilku lat po wielu winnicach, w Polsce i poza nią, doszedłem do wniosku, że wśród wielu winiarzy choroba zwana ludzką naturą jest jakby trochę bardziej widoczna niż u innych ludzi pracujących w polu. Wystarczą dwa czy trzy winobrania, a rekordzistom nawet jedno, aby móc rzucać na prawo i lewo osądy. Kto co robi źle, kto co powinien zmienić w winnicy, gdzie i jak ciąć… I tak dalej, i tak dalej. Nie żebym stawiał się w roli osoby odpowiedniej do tego typu pouczeń, raczej odnajduję się w osobie młokosa i uczniaka, który będąc u winiarzy chłonie każde ich słowo i szuka prawdy objawionej (swoją drogą dotąd nieodnalezionej). Stojąc jednak w obronie winiarskiego światka, na szczęście nie brakuje również takich producentów, którzy po kilkudziesięciu winobraniach wciąż z pokorą zerkają na swoje rzędy winnej latorośli i z niecierpliwością czekają na kolejne wyzwania, aby móc godnie stawić im czoła.

Po kilku dniach na Lubuskim Szlaku Wina i Miodu poniekąd już czuliśmy się tu jak w domu. Nasza czujność została uśpiona. Wiedzieliśmy już kto z kim trzyma, gdzie riesling jest najkwaśniejszy, która winnica najładniej położona, a gdzie jeszcze muszą popracować nad tym i owym. Oczywiście dane mieliśmy z pierwszej linii frontu, od samych winiarzy. Dopiero jednak wizyta w Winnicy Hiki i kilka godzin spędzonych z jej założycielem były dla nas niczym cios obuchem w łeb. Okazało się, że wszystko co dotychczas zobaczyliśmy i czego dotychczas spróbowaliśmy nie było takie, jakim by się wydawało. Okazało się, że winiarska rzeczywistość zachodniej Polski wcale nie jest taka oczywista i trzeba naprawdę poświęcić sporo czasu, aby móc odkryć chociaż jej skrawek.

 

***

 

Ostatni zakręt i ostatni podjazd. Dość wysoki szary betonowy mur, za nim jeszcze wyższe tuje. Dzwonimy i czekamy przy bramie. W międzyczasie, gdy zmierza do nas Władek Hiki, reszta wyprawy kończy wspinaczkę pod ostatnie wzniesienie. Rowery wprowadzamy długim podjazdem w kierunku domu i tam je zostawiamy. Nie czekamy ani chwili dłużej i za naszym gospodarzem ruszamy w kierunku winnicy znajdującej się tuż obok.

Pierwsze nasadzenia w Winnicy Hiki pojawiły się już ponad 10 lat temu, w 2006 roku. Władek to człowiek, który ma w życiu twarde zasady i zawsze się ich trzyma. Tak też jest w jego winnicy. On tu decyduje, ale nigdy nie robi tego nie wsłuchując się w głos natury. Bez owijania w bawełnę mówi nam o późnym cięciu, o eksperymentach z odmianami, z glebą czy nachyleniem stoku (a właściwie jego brakiem). Poznaj wroga – powtarza kilkukrotnie. Swoją winnicę uważa wciąż za młodą. Autostrada w głąb ziemi, to się liczy, nie? System korzeniowy dopiero po wielu latach jest w stanie dostarczyć roślinie, a co za tym idzie i winu wyprodukowanego z jej owoców, to czego szukają w nim smakosze. Władek rozumie to doskonale. Co jest w winie najważniejsze? PH i kwasowość! To jego winnica i on tu decyduje.

Choć ma już niemały staż jako winiarz na krajowym podwórku, wciąż sporo w nim pokory. Daleki jest od osądów i dobrych rad. Chętnie opowiada o tym, czego on dokonał i jakie efekty uzyskał w poszczególnych latach, ale jak sam podkreśla: to ty tu robisz wino i ja ci nie powiem jak masz je robić! Nie można przy tym odmówić mu dużej wiedzy i umiejętności. Dba przy tym, aby mieć porządną podstawę teoretyczną zanim zabierze się za praktykę. Musisz próbować dobrych win, żeby wiedzieć jak je produkować, jak się później zmieniają – gdyby do tych słów stosowało się więcej polskich winiarzy, dziś mielibyśmy już liczną reprezentację wyśmienitych butelek z polskich winnic!

 

***

 

Siadamy na tarasie i dyskutujemy na różne tematy. O stanie dzisiejszego państwa. O tym jak wyglądają uczelnie wyższe, dlaczego warto studiować, a dlaczego lepiej wybrać szkołę zawodową. W międzyczasie słońce w końcu przebija się przez grubą zasłonę gęstych chmur. Władek idzie w głąb domu i przynosi karafkę białego wina, która wnet pokryła się mgiełką. Solaris 2017 sur lie ma ładne ciało i wybijającą się orzechową goryczkę na finiszu. Są w nim dojrzały agrest i liście czarnej porzeczki. Zdecydowanie to wino ma ogromny potencjał, ale potrzebuje jeszcze czasu. Jego kremowa struktura już dziś urzeka, ale dopiero za kilkanaście miesięcy wyniesie je do innej ligi.

Gewurztraminer 2017 jest aromatyczny w nosie, ale z powodzeniem wymieniłbym spokojnie pięć innych polskich win z tej odmiany, które zdecydowanie bardziej buchają liczi i różą znad kieliszka. Tu jednak jest idealna kontynuacja bukietu w ustach (co we wspomnianych pięciu butelkach nie ma miejsca). Spora jak na ten szczep kwasowość. Warto go obserwować, może zawędrować w dobrym kierunku. Półwytrawny Gewurztraminer 2016 ma już zdecydowanie bogatszy nos. Są płatki róż, miód i liczi. Kwasowość wyraźnie niższa niż w młodszym o rok winie. I ciała tu nieco mniej. Do picia dziś i przez rok, później znajdzie się na ścieżce schodzącej.

Próbujemy jeszcze Rieslinga 2016 zanim przejdziemy do czerwieni. Wysoka jak na ten szczep przystało kwasowość, ale jest też odpowiednia dla dobrego balansu dawka cukru. Mirabelka, trochę egzotyki i tło w postaci kwiatu lipy. I tu ładne ciało, a całość bez wątpienia ma duży potencjał gastronomiczny.

Przy czerwieniach na chwilę zatrzymujemy się na kupażu Dornfelder/Acolon 2017. Sporo dojrzałej wiśni, jagód i jeżyn. Tanina delikatna, ale na pewno nie niezauważalna. Duża głębia jak na tak lekkie wino. Szybko jednak przechodzimy do Zweigetla 2017, w którym dominują guma balonowa i maliny. Później dochodzą do nich owoce leśne i kwaśne wiśnie. Ładna tanina wykańcza cały obraz. Zarówno pierwsze jak i drugie wino potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby się ułożyć i dojrzeć do pełni swoich możliwości.

IMG_0761.JPG

Przeglądam moje notatki w telefonie komórkowym (kartki, na których skrzętnie zapisywałem notki degustacyjne już się wyczerpały, a długopis wypisał). Duży potencjał, sporo owocu, czyściutkie. Wszystkie dotychczas spróbowane wina w Winnicy Hiki trzymają solidny poziom. Władek jednak kolejny cios obuchem (jakże pozytywny!) zostawił na sam koniec. Pinot Noir 2015. Najlepsze pinot noir jakie przyszło mi pić w tym roku w Polsce. Nie. Chyba najlepsze polskie pinot noir. Też nie. Niewątpliwie najlepsze polskie pinot noir – zapisuję ostatecznie na ekranie telefonu. Na pewno nie w burgundzkim stylu, bo barokowe, pełne, krągłe, rozbuchane. Pełne dojrzałych czarnych porzeczek i jeżyn, nieco podwędzane z wyrazistą korzenną nutą w nosie. Ziołowe tło w ustach stanowi dobrą podbudówkę pod owocową, pięknie zaokrągloną całość. Z czasem wychodzą w nim kolejne aromaty. Przewijają się maliny i truskawki, delikatna beczka w tle nadaje jedynie charakteru i ostatecznego sznytu. Najlepsze polskie pinot noir.

 

***

 

Ujrzeliśmy dno butelki niebywałego pinota. Powinniśmy już się zbierać, ale świetnie nam się rozmawia z Władkiem. Widząc, że wspomniane wino się skończyło, pyta czy iść po kolejną butelkę. Szczerze przyznam: nikt z nas nie śmiał odmówić. Sytuację uratowała jednak żona naszego gospodarza, która wkroczyła wręcz w idealnym momencie na taras (ach te kobiety, co byśmy bez nich uczynili…). My wróciliśmy na chwilę do rzeczywistości. Kasia natomiast rzuciła jedynie w stronę męża: a tego różowego im nie dałeś. No co ty!? I tak zamiast kontynuując przygodę z czerwonym pinot noir, zaczęliśmy przygodę z różowym Pinot Noir 2016. Lekkie, truskawkowo-poziomkowe. Łagodne i słodkawe w ustach. Zdecydowanie pasujące do naszego aktualnego położenia – wino tarasowe.

Choć bardzo nam miło, ostatecznie decydujemy się podnieść z krzeseł i ruszyć w dalszą drogę. Przed nami tego dnia jeszcze sporo kilometrów, a nie jedziemy przecież do pierwszej lepszej winnicy, a do Winnicy Jakubów! (A o niej i o pozostałych winnicach odwiedzonych przez nas podczas wyprawy Wino+Rower w Województwie Lubuskim możecie przeczytać klikając w poniższe banery).

 

winnica jakubow

winnica equus

winnica gostchorze

winnica mozow

stara winna gora

winnica zelazny

winnica milosz

winnica kinga

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s