Ken Forkish | The elements of pizza

Książki, kuchnia

Ja też mówię po włosku, sì, sì, pizza, pasta, bordello bum bum. To chyba jedna z najbardziej wyświechtanych i najgłupszych reakcji, jakie usłyszałem dzieląc się informacją, że studiuję bądź studiowałem język włoski. O ile na początku mojej italofilskiej kariery trochę mnie to bawiło, o tyle z czasem zaczęło drażnić, aż do momentu, kiedy po prostu zbywałem tego typu śmieszki wymownym milczeniem.

Dziś, gdy na dni spędzone na uczelni patrzę już z innej perspektywy i wspominam w pamięci wszystkich, którzy witali mnie hasłami pizza, pasta, spaghetti, Berlusconi, bunga-bunga, jestem wobec nich o wiele bardziej wyrozumiały. Jakby nie było, sporo w nich prawdy o prawdziwych Włochach. Nie sposób przecież być urodzonym na Półwyspie Apenińskim i nie lubić pasta al dente czy pizza verace a macchia di leopardo (no może z pewnymi wyjątkami). Berlusconi jest chyba tylko ciężkostrawnym dodatkiem do tego jakże pysznego menu.

Nie sposób przecież być urodzonym na Półwyspie Apenińskim i nie lubić pasta al dente czy pizza verace a macchia di leopardo. Berlusconi jest chyba tylko ciężkostrawnym dodatkiem do tego jakże pysznego menu.

O tym, że Pizza & Pasta są bardzo chwytliwymi hasłami wiedzą nie tylko restauratorzy na całym świecie. W oparciu o te dwa PE powstała cała machina marketingowa, która jest w stanie ruszyć z posagów nawet najbardziej zatwardziałe słupki ilustrujące liczbę widzów czy followersów, a nawet sumę przychodów. Nie dziwią zatem knajpy na obrzeżach (a czasem nawet w samych historycznych centrach) setek miast na świecie, które zapraszają hasłami w stylu kebap, shisha, pizza, chinese and italian kitchen… Przemilczę ten fakt tak samo, jak niegdyś milcząco zbywałem głupie komentarze na temat mojego wykształcenia.

Całe szczęście P&P przyciągają od wieków nie tylko żądnych pieniędzy „przedsiębiorców”. Przez lata Włochy były celem wielu młodych intelektualistów z całej Europy. Co prawda nadużyciem byłoby stwierdzenie, że XVIII-wieczne Grand Tour stanowiło wycieczkę po najlepszych i najtańszych knajpach z makaronami i pizzami, ale nie może ujść naszej uwadze, że już wtedy te dwa dania stanowiły podstawę diety wielu Włochów. Oczywiście ówczesne przepisy znacznie różniły się od tego, co dziś serwują tysiące trattorii, osterii i pizzerii w Italii i na całym świecie. Jakby jednak nie było gdzieś w zamierzchłych czasach, już w XVIII wieku możemy szukać początków dzisiejszej sławy P&P.

Choć dziś Grand Tour nie jest niczym elitarnym i na wyjazd do Włoch mogą sobie pozwolić miliony ludzi na świecie (spójrzcie tylko na kolejki przed Koloseum czy innymi znanymi zabytkami w Bel Paese). Jednym z głównych punktów programu podczas podróży na Półwysep Apeniński jest zjedzenie prawdziwej pizzy i prawdziwego makaronu. Co jak co, ale Instagram bez zdjęć ciągnącej się mozzarelli na drożdżowym placku byłby o wiele uboższy.

Jednym z głównych punktów programu podczas podróży na Półwysep Apeniński jest zjedzenie prawdziwej pizzy i prawdziwego makaronu. Co jak co, ale Instagram bez zdjęć ciągnącej się mozzarelli na drożdżowym placku byłby o wiele uboższy.

Co jednak po powrocie do domu? Kiedy to poznaliśmy już smak prawdziwej pizzy i prawdziwej pasty (cokolwiek by to dla nas znaczyło), a w pobliżu naszego miejsca zamieszkania porządnej włoskiej knajpy ni widu, ni słychu? Z pomocą nadchodzą szefowie kuchni znani na całym świecie z ich wybitnymi książkami, w których w prostych słowach i w przystępnej formie opowiadają, jak odtworzyć smak Italii w domowym zaciszu.

It’s really up to you – zaczyna swoją książkę o pizzy Ken Forkish (jeśli chcecie wiedzieć jak zaczął poprzednią, rzućcie okiem na tę recenzję). Chyba bardziej egalitarnie powiedzieć się nie dało. I sporo w tym prawdy, choć nie zgadzam się z autorem co do pryncypium, że każda pizza (neapolitańska, rzymska, nowojorska…) jest tą oryginalną. Nie i basta! Od lat twierdzę, że jedyną prawdziwą i najstarszą pizzą jest ta, której jakości strzeże Associazione Verace Pizza Napoletana. I nie myślcie sobie, że skoro jakieś tam stowarzyszenie nad nią czuwa, to staje się ona od razu super elitarna. Co to, to nie! Bo jedną z cech prawdziwej neapolitańskiej pizzy jest fakt, że może ją mieć każdy. Za przysłowiowe kilka groszy kupicie wyśmienitą margheritę lub marinarę w każdym zakątku Włoch, a coraz częściej w każdym zakątku świata. Co więcej, AVPN nie ma zamiaru ukrywać swoich sekretów i chętnie dzieli się przepisem na prawdziwą pizzę, wystarczy przeczytać Disciplinare AVPN i podążać za przepisem, aby Wasz dom zamienił się w neapolitańską pizzerię.

Pomijając tę drobną różnicę zdań, z Forkishem nie sposób mi się nie zgodzić. Pisze on o pizzy z pasją, darzy ogromnym szacunkiem kilkupokoleniowe rodziny pizzaioli, jednocześnie oferując szeroki wachlarz przepisów nieco bardziej modern. Co ciekawe, autor ma świadomość tego, że jego piekarskie doświadczenie w starciu z wielowiekową tradycją neapolitańskich pizzaioli zdaje się na nic i niczym uczniak podchodzi do blatu umorusanego mąką z dużą pokorą. Pobiera nauki u najlepszych w fachu, a wszystkimi doświadczeniami dzieli się z czytelnikami The Elements of Pizza.

Co ciekawe, autor ma świadomość tego, że jego piekarskie doświadczenie w starciu z wielowiekową tradycją neapolitańskich pizzaioli zdaje się na nic i niczym uczniak podchodzi do blatu umorusanego mąką z dużą pokorą.

To coś więcej niż tylko kolejna książka kucharska. To prawdziwy dowód na to, że jeśli raz ulegniecie aromatowi prawdziwej pizzy, już nigdy się od niego nie uwolnicie. Zaczniecie personifikować ten jakże prosty i jakże niesamowity zarazem drożdżowy placek pomazany sosem pomidorowym. Forkish nieraz opowiada o pizzy niczym kilkuletnie dziecko, rozwodzi się nad jej smakiem, zapachem i wyglądem. Płynnie przechodzi od anegdot z jego włoskich podróży do przepisów, które z powodzeniem będzie mógł odtworzyć każdy nas w domowych warunkach (mój faworyt to przepis „I slept in but i want pizza tonight” dough).

Czy Forkish płynie na fali słynnych P&P? Trochę pewnie tak. Na pewno w rozsławieniu jego książki pomógł wydawca, który ubrał ją w naprawdę pociągającą szatę, ale powiedzmy sobie szczerze: nawet najpiękniejszy strój musi skrywać bogate wnętrze. A tego na pewno tu nie brak, po prostu zaopatrzcie się w The Elements of Pizza i zróbcie użytek z Waszych piekarników, nie zawiedziecie się. Jeśli jednak chcecie zrobić użytek z Waszych garnków i patelni, wyczekujcie kolejnego wpisu, w którym opiszę Mastering Pasta, czyli książkę dla fanów prawdziwej pasty!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Ken Forkish | The elements of pizza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s