Kawa || Ika Graboń

kuchnia

Ósma rano, zasiadam w fotelu i zanim otworzę komputer, aby wpaść w wir codziennych obowiązków służbowych, cieszę się pierwszym tego dnia espresso. Otwieram książkę i przez kwadrans w milczeniu połykam kolejne słowa przerywając tylko na łyk tej prawdziwej, aromatycznej i dobrze zbalansowanej, kawy. Tak wyglądają moje poranki na kwarantannie.

Próbuję odpowiadać na maile z pytaniami o budżety i risorse. Zajmuję się kreśleniem tajm planów i kolejnych dedlajnów… Po prostu rozszyfrowuję korpo bełkot i tłumacze go sobie na nasze. W głowie mam jednak nadal inny, jakże przyjemny bełkot kawowy. Przychodzi godzina dziesiąta, a zatem czas na drugie tego poranka espresso. Ekspres już się nagrzewa, wyświetlacz na młynku wskazuje 5.80. Dokładnie tyle sekund trwa mielenie 21g kawy, którą aktualnie mam w hopperze. Zakupiona od krakowskiej palarni Coffee Roaesters Brazylia Monte Belo jest idealna. Kremowa, ze średnim body, ładnie zbalansowana z wyważoną kwasowością, słodyczą i odrobiną goryczki na finiszu. Pełna i pobudzająca, a przy tym niesamowicie gładka i łagodna. W punkt.

Próbuję wgrać się w kolejny miting, ale okazuje się, że jest on skancelowany. A więc w ramach przerywnika sięgam po książkę Iki Graboń i pochłaniam kilka kolejnych stron. Teraz przyszedł czas na konkret, czyli jak parzyć dobrą kawę. Pierwsze rozdziały nie przypadły mi zbytnio do gustu. Wycieczki personalne autorki, opowieści pisane jej wspomnieniami jakoś mnie nie pochłonęły. Miałem nawet moment, w którym chciałem zaniechać dalszej lektury. Przez kilka dni Kawa przeleżała na ławie nietknięta i dopiero teraz wciągnęła mnie na nowo. Zaczynając przygodę z książką miałem nadzieję na odkrycie tajników świetnego espresso. Gdzie szukać ziaren? Jak mielić? W czym parzyć? Na żadne z tych pytań jak dotąd nie uzyskałem wyczerpującej i konkretnej odpowiedzi. Dowiedziałem się natomiast wiele na temat sensoryki. Na temat tego jak może smakować dobra kawa, a czego stanowczo nie powinno w niej być. Przekonałem się również, że espresso to nie jedyny słuszny kierunek w kawowym świecie, choć nadal mój ulubiony.

Dopiero druga część Kawy serwuje nieco więcej konkretów, choć autorka wciąż utrzymuje narrację w tonie lekkiej, nieco roztrzepanej i niepoukładanej opowieści. W kolejnych rozdziałach i akapitach przewijają się elementy baristycznego bełkotu. Są i definicje oraz opisy. Wielokrotnie maglowane hasło, że kawa to owoc… Wreszcie i ono zapada w pamięć…

Do końca lektury zostało mi jeszcze około dwadzieścia stron. Początkowe nastawienie do książki i nadzieja że uzyskam jasne odpowiedzi na nurtujące mnie pytania wyparowały i uszły w zapomnienie. Teraz z nowym spojrzeniem na kawowy świat mam jeszcze większą ochotę eksperymentować i uczyć się na własnych błędach. Mielić grubo, mielić drobno. Parzyć szybko, parzyć wolno. Sięgać po jaśniejsze lub ciemniejsze wypały. Krótko mówiąc: kombinować i próbować tak, aby uzyskać espresso idealne. A skoro o nim mowa, czas uruchomić ekspres zanim będę musiał się wgrać na kolejne spotkanie na skajpie. Ja w sumie na kwarantannę nie narzekam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s