Dwóch Włochów na ruszt

kuchnia, Vino al volo, wino

Tegoroczny sezon grillowy u wielu z nas został rozpoczęty nieco mniej uroczyście niż zazwyczaj. Za sprawą kwarantanny narodowej (a w sumie ogólnoświatowej) musieliśmy zrezygnować ze spotkań ze znajomymi. W tym również tych organizowanych na świeżym powietrzu przy ruszcie i kieliszku dobrego wina…

Nie znaczy to jednak, że aż do początku czerwca próżnowałem. Poza długimi dniami spędzonymi nad budową pieca do pizzy połączonego z grillem i wędzarnią (prace nadal w toku, na pewno będzie relacja z budowy na blogu), udało mi się przetestować przy różnych okazjach kilka butelek. Zostały one sparowane w kilkunastu konstelacjach z pieczoną karkówką, kiełbasą, stekami, burgerami, a nawet kaszanką. Był też krótki epizod z grillowanymi warzywami, ale wyjaśnijmy to sobie na wstępie: dla mnie grill = mięso. Tym krótkim wpisem śpieszę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami oraz polecić dwa wina, co do których nie mam wątpliwości, że wielu z Was zasmakują przy akompaniamencie dań z rusztu.

Zacznę od tego, jakich win szukałem. Przecież każdy ma inne podejście do grillowania, a zatem inne będą nasze podejścia do tego, czym gotowe dania podlać należy. Jak się rzekło, zdecydowana większość potraw z rusztu w moim wypadku do mięso. Zdarza się drób, choć rzadko, przeważnie jest to standardowa karkówka, ale też żeberka. Ostatnio coraz częściej obok nich pojawia się wołowy stek dojrzewający oraz domowa wędzona kiełbasa (zazwyczaj wieprzowo-wołowa, lub wieprzowa z dodatkiem dziczyzny). Co do przypraw i sposobu przygotowania najprościej ma się sprawa z wołowiną: dojrzewające na sucho lub mokro steki posypuję solą, granulowanym czosnkiem i świeżo mielonym pieprzem. Następnie gotuję je sous vide w zależności od grubości 1-2,5h w 54˚C. Tak przygotowane steki idą zawsze na sam początek grillowania, na żywym ogniu w dosłownie 2-3 minuty są pięknie zarumienione i gotowe do jedzenia. Podobnie sprawa ma się z burgerami wołowymi. Wieprzowinę marynuję natomiast w mieszance przypraw przełożoną plastrami cebuli oraz rozgniecionymi ząbkami czosnku przez minimum 12h w lodówce. Standardowo sól, pieprz, majeranek, papryka suszona wędzona, rozmaryn, tymianek… w sumie za każdym razem ta mieszanka trochę się zmienia, ale zawsze idzie raczej w kierunku ziołowym. Kaszankę zazwyczaj mam domową, więc jest już dość dobrze doprawiona. Obkładam ją jedynie kiszoną kapustą i zawijam w folię aluminiową.

Do tak przygotowanych potraw, a przynajmniej do większości z nich, od początku tegorocznego sezonu przypasowały mi wyjątkowo dwie butelki i to o nich teraz napiszę kilka słów. Lambrusco, czyli musująca czerwień z Emilii-Romanii. Swoją złą sławę słodkiego potworka zyskało za sprawą tragicznego w skutkach marketingu skierowanego na rynek amerykański. Do dziś spotykam się opiniami wygłaszanymi nawet przez mieszkańców regionu, gdzie to wino powstaje, że nie warte jest złamanego eurocenta. Można się z tym zgodzić, jeśli budżetem i wymaganiami celuje się w półkę niską i średnią w supermarketach. Wystarczy jednak dorzucić trochę grosza, a na horyzoncie pojawią się ekstremalnie soczyste, świeże i co najważniejsze wytrawne butelki godne pochwały. Do dziś moim ulubionym (niestety niedostępnym nad Wisłą) winem z tego gatunku jest Otello Nerodi Lambrusco 1813 od Cantine Ceci. Kilka lat temu pisałem o nim:

Charakteryzuje je bardzo ciemna barwa, purpura wchodząca niemalże w czerń. Pianka, jaka pojawia się przy napełnianiu kieliszka jest gęsta, w kolorze ciemnej śliwy, utrzymuje się bardzo długo i wygląda przepięknie. Gdy jednak piana opadnie nos uderza aromat ciężkiej i bardzo dojrzałej, soczystej dzikiej wiśni. Jest też owoc czarnego bzu i aronia, a w tle nieco stłamszony przez owoce zapach fiołków […] kubki smakowe uderzają idealnie zbalansowane słodycz i kwasowość, drobne bąbelki uwypuklają wszystkie zalety wina. Kręgosłup Otello to skomplikowana mieszanka owoców, wszystkich wspomnianych i dodatkowo jagód. Smak Nerodi utrzymuje się w ustach bardzo długo i ewoluuje… zdecydowanie warto!

I ta opinia nadal z mojej strony pozostaje niezmienna, a wszystkie te emocje za jedynie około 10 euro (we Włoszech). Po raz kolejny powtórzę: importerzy, macie pole do popisu.

Nie nad lambruchą od Ceci miałem się jednak dziś pochylać. Jeszcze przed majówką zakupiłem w Wine Corner w promocyjnej cenie Tasso Fattoria Moretto. To chyba jeden z najlepiej ostatnio wypromowanych i znanych producentów lambrusco w Polsce (choć pamiętajmy, że jak poszukać to dobrych butelek znajdziecie mnóstwo, wspominam chociażby o Cantina Settecani reprezentowanej przez poznański MineWine). Jak tylko paczka wpadła w moje ręce rozpaliłem grilla, a w międzyczasie otworzyłem wino. W kieliszku po nalaniu pojawia się wiśniowa, średnio-pęcherzykowa pianka. Utrzymała się dosłownie chwilę. W bukiecie przewijały się owoce leśne (w tym malina, poziomka), wygotowane wiśnie i nieco nut kwiatowych. W ustach ultra wytrawne z przyjemną kwasowością. Cierpkie, pełne owocu i stosunkowo lekkie. Całość nieskomplikowana, ale nie prostacka. Podlewałem nią kolejno steki z rostbefu (dobra para, choć brakowało nieco tanin i nut odbeczkowych, które zgrałyby się z pieprzem oraz przypieczoną powierzchnią mięsa), karkówkę w ziołowej marynacie (to już naprawdę dobrze) oraz kiełbasę (nic dodać, nic ująć, tylko jeść i pić). Podsumowując? Wino pijalne solo, choć zdecydowanie lepiej wypadła z mięsnym podkładem. Świetny kompan pikników i posiłków w plenerze. Już w regularnej cenie (65zł) godne polecenia, ale dla tych co nie lubią przepłacać, sugeruję czekać na promocję.

Drugą flaszkę otworzyłem zupełnie niedawno, bo podczas tego weekendu. Zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i rzutem na taśmę trafiła do tego wpisu. Wrażenie było być może tym lepsze, że nie spodziewałem się fajerwerków po Montepulciano d’Abruzzo Riserva Mo 2015 Cantina Tollo. Wszak Montepulciano d’Abruzzo to wątpliwej jakości marketowy zapychacz półek za niskie pieniądze. W kieliszku trunek o ciemnej, intensywnie rubinowej, ale klarownej barwie. Są minimalne refleksy ceglaste, ale przede wszystkim sporo tych wchodzących w purpurę. Pomimo pięciu już lat, suknia nie zdradzała oznak starzenia. W nosie z początku ściśnięte i nieco proste. Zaskakująco dobrze rozwijało się z czasem. Dominowała wędzona śliwka, ale powoli do głosu doszły też dojrzała wiśnia, tytoń, mokra kora i cynamon. W tle dało się wyczuć nieco suszonych ziół. Na podniebieniu idealny balans. Tanina wyraźna, ale dobrze wkomponowana, mocny kwasowy kręgosłup i sporo soczystości. Przykład na to, jak muskularne wino wciąż może świetnie prezentować się w garniturze i nie być przy tym ani trochę przerysowane. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to ciut za krótki finisz, ale naprawdę jest to nieznaczne uchybienie w tym przypadku. Świetnie pasowało do rostbefu doprawionego jedynie solą i ziołowym pieprzem. Równie dobre było z grillowaną kiełbasą. Kupiłem je w promocji na Winezja.pl, ale zdecydowanie polecam również w regularnej cenie (78zł).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s