Dzień z post apokalipsy

kuchnia, wino

Maseczki jeszcze nie zniknęły na dobre z krajobrazu naszych ulic i nie zapowiada się, aby nastąpiło to rychło. Niemniej czuć pierwsze powiewy wolności i (nowej) normalności. Możemy już wyjść na zewnątrz bez ubierania dodatkowych kilku lub kilkunastu części ekwipunku. Wciąż należy zachować ostrożność i szczególny rygor sanitarny, ale pamiętajmy o najważniejszym: półki sklepowe znów pełne są rolek papieru toaletowego. Hulaj dusza, wirusa nie ma!

Żarty na bok. Dla mnie odpoczynkiem od epidemiologicznej rzeczywistości jest zbliżająca się wielkimi krokami pierwsza w post apokaliptycznym świecie degustacja. I to nie byle jaka, bo w najbliższą sobotę w SPOT. odbędzie się kolejna edycja Polskich Win. W oczekiwaniu na ten moment dalej przychodzi mi się hołmofisować. I pomimo, że dzięki temu mogę spać nieco dłużej, a mój poranny kawowy rytuał nakręca dobrą energią na resztę dnia, nieco tęsknię za biurem (nie wierzę, że naprawdę to napisałem!).

Skoro o kawie wspomniałem. Notatki opisujące gwatemalskie ziarna kupione na początku maja już zdążyły zajść niezłą porcją wirtualnego kurzu. Coffee Lab Gwatemala Bolsa Honey było majowym espresso miesiąca na Coffeedesku i w sumie do koszyka trafiło nieco przypadkiem. Nawiasem mówiąc w kolejce do mojego młynka już czeka espresso czerwca. No to se jeszcze trochę poczeka, he, he… Wracam do Gwatemali. Estetą nie jestem i do opakowań dużej miary nie przykładam. Niemniej ta kawa znalazła się w pluszowej papierowej paczce. Aksamitnej, ładnej, przyjemniej w dotyku… seksownej? Ziarna urzekły mnie od samego początku. Krągłe, pełne, równe, niepołamane. Dość ciemno spalone z delikatnym połyskiem. Co ciekawe z początku uwalniały zapach natki pietruszki, który zniknął po kilku dniach w hopperze.

Pierwszy poniedziałek z Bolsa Honey | 21 g | 11 klik Baratza AP30 | 22 sek parzenia | 45 ml uzysku

Zdecydowanie za szybkie parzenie… wodniste, choć jest sporo gęstej pianki. Nic dziwnego, świeżo palone ziarna mocno odgazowują. Trochę niestety płaski smak, prostolinijny. Czuć kwaśne jabłka z początku. Body średnio-lekkie. Dobra kawusia na leniwą sobotę, bo kawa to to jeszcze nie jest. Parzyłem w NPFie i następną próbę zdecydowałem się przeprowadzić inaczej.

Drugi poniedziałek z Bolsa Honey | 21 g |10 klik Baratza AP30 | 25 sek | 40 ml uzysku

Drobniej zmieliłem i mocniej ubiłem w kolbie. Jest moc. Mleczna czekolada i prażone orzechy w zapachu. Może nawet ciastka owsiane. W ustach wyraźna orzeźwiająca kwasowość, przyjemnie odświeżająca. Trochę ciastkowego, słodkiego tła. Są też już wcześniej wyczuwalne jabłka. Dobra, to już jest espresso idealne na początek tygodnia!

***

Po kilku godzinach spędzonych w pełnym słońcu próbując postawić piec do pizzy wracam do domu. Normalny człowiek chciałby napić się czegoś chłodnego, ale mnie ciągnie do kawy. Siorbię swoje espresso i z westchnieniem wspominam gwatemalskie ziarna. Nie wiedzieć dlaczego kupiłem paczkę złotej lavaccy i co? Czekoladki Mon Chéri zmieszane z popiołem i zapachem palonych opon od Stara. Trudno, przełykam, zagryzam zęby i biorę się za gotowanie obiadu.

Pół kilo wołowo-wieprzowego mięsa mielonego. Dodaję bulion, sól, świeżo mielony pieprz ziołowy, sowitą porcję świeżej kolendry i natki pietruszki. Mieszam dokładnie, biorę ciasto jak na pierogi i z uporem sklejam chinkali. Wreszcie! Przez miesiąc jak głupi szukałem świeżej kolendry w sklepach. Nie było. Bo to nie produkt pierwszej potrzeby. Nie było. Bo mało klientów to się nie sprzeda. I wreszcie jest. Są i moje chinkali. Wyglądają tragicznie, już wiem, że w przyszłości będę robił je na kształt pierogów. Łatwiej i bezpieczniej. A zrobię znów na pewno, bo smakują wyśmienicie. Nieco ponad rok temu raczyłem się nimi w Tbilisi. To jest ten smak. Siadam w ogrodzie z kolejną porcją sakiewek wypełnionych mięsem i kieliszkiem Kaltern Sauvignon Blanc DOC 2018. Na szkle natychmiast skrapla się para wodna. Burza wisi w powietrzu. W kieliszku natomiast nieco spokojniej. Agrest, liść porzeczki, skoszona umajona łąka i górski strumień. Aromatyczne i świeże zarazem. Na podniebieniu potoczyste, orzeźwiające, z dobrym balansem i wyraźną kwasowością. Rześkie, aromatyczne, ale wciąż eleganckie. Miejscami nawet nieco powściągliwe. Ewoluuje z czasem, ale nadal tak samo idealnie pasuje do świeżej kolendry i pietruszki, które znalazły się w mięsnym farszu chinkali. Taki Südtirol to ja rozumiem!

W sumie… nie taka zła ta post apokalipsa jak ją malują…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s