Ekskluzywna selekcja vinho verde z Biedronki

Vino al volo, wino

Choć (ex)dyskonty usilnie próbują wskoczyć na kolejny poziom, do mnie to nie trafia. W mojej głowie słowa luksus i Biedronka (lub ekskluzywny i Lidl) nie sąsiadują ze sobą. Ba, są one oddalone od siebie o setki kilometrów neuronów, jeśli tylko tyle ich posiadam… Niemniej co jakiś czas na półkach wymienionych sklepów pojawia się taki czy inny produkt opatrzony odpowiednim do dzisiejszego tematu hasłem. Sprawdzam ile w tym marketingu, a ile prawdy.

Zacząć chyba powinniśmy od faktu, że vinho verde ni jak nie kojarzy się ani z luksusem, ani z niczym ekskluzywnym, elitarnym. Z założenia to proste, białe, lekkie wino, które ma służyć jako orzeźwiający dodatek do letnich posiłków. Jasne, puryści zaraz mi wytkną, że zdarzają się co potężniejsi i bardziej eleganccy przedstawiciele gatunku. Nie mam zamiaru z nimi polemizować, wręcz przeciwnie, mają moją pełną zgodę i poparcie w głoszeniu tych prawd. Jednak nikt mający chociaż minimalne pojęcie o świecie wina nie będzie szedł w zaparte i na oślep wymieniał jednym tchem vinho verde obok znanych chablis czy szampanów. To po prostu nie ta kategoria wagowa, nie ten klient czy może lepiej – okazja – do otwierania takich flaszek. I wreszcie, nie ten poziom cenowy…

O ile za wspomniane chablis, czy szampana można naprawdę sporo zapłacić i się nie zawieść, o tyle w przypadku vinho verde nigdy nie wydałem nań więcej niż pół stówki. A i to był już dla mnie niemały wysiłek finansowy i umysłowy, walka z zasadami i przyzwyczajeniami. Powód jest prosty: dobre zielone wino spełniające założenia leżące u jego zarania znajdziecie już za dwie lub trzy dyszki. Potwierdzają to butelki, które kupiłem w Biedronce.

…oprócz tych trzech vinho verde na półce mojej Biedry innych nie znalazłem. To co to za selekcja ekskluzywna, skoro innej obok dla kontrastu nie ma? Chyba że cała ta moja Biedra jest jakby jakaś… luksusowa.

Kupujemy oczami, nie da się zaprzeczyć. Nawet najwprawniejsi koneserzy i znawcy materii ostatecznie mając przed sobą dwa produkty identycznej jakości w takiej samej cenie, wybiorą ten, który wizualnie im się bardziej podoba. Nie ma się czemu dziwić, ot ludzka natura. Jak zatem prezentują się trzy vinho verde produkowane na wyłączność polskiego owada i siostrzanego portugalskiego pingo doce? Smukłe butelki, proste acz przyciągające wzrok etykiety. I jedyne co w oczy kole to te napisy na boku: special edition, exclusive edition i mój faworyt seleciconado exclusivo. Tak dla ścisłości, oprócz tych trzech vinho verde na półce mojej Biedry innych nie znalazłem. To co to za selekcja ekskluzywna, skoro innej obok dla kontrastu nie ma? Chyba że cała ta moja Biedra jest jakby jakaś… luksusowa.

Do rzeczy, do kieliszka znaczy się! Vinho Verde Branco 2019 (to z palemką na etykiecie) w cenie 12,99zł oferuje całkiem sporo. Suknia wina jasna, zielonkawo – słomiana, z wyraźnymi drobnymi bąbelkami. Bukiet dość prosty, oparty na dojrzałej brzoskwini i gruszce. Na podniebieniu lekkie (jak być powinno), przyjemnie szczypiące w język z wyraźną, ale nadal niezbyt wysoką kwasowością. Całość prosta, choć smaczna i godna polecenia w kontekście ceny.

Vinho Verde Loureiro 2019 (to z żabą i ważką) w cenie 14,99zł nie różni się znacznie od poprzednika, choć delikatne niuanse da się wyczuć. Tu nos bardziej kwiatowy, niż owocowy. Majaczy gdzieś w tle jedynie dojrzały ananas. Ładny balans i kwas na języku, brakuje za to musowania. Jeśli u poprzednika dałbym 4-, tu już goła czwóreczka.

Vinho Verde Alvarinho 2019 (to z żabą na kiju) w cenie 22,99zł. Zupełnie nie rozumiem czym kierował się producent (lub Biedronka), gdy pozycjonowali cenowo tę flaszkę. Jest najbardziej rozwodniona z wszystkich trzech choć intensywniejsza barwa na to nie wskazywała. Znów owoc i kwiaty na języku, ale chyba nieco mniej ciekawie. Dość płasko i powtórzę: nieuzasadniona znacznie wyższa cena od konkurentów.

Z czym to pić? Solo, w upalne dni. Z wodą gazowaną i kostkami lodu, wszak ich cena nie powala i żalu nie będzie. Ale też z lekkimi sałatkami, krewetkami i innymi owocami morza, a ja próbowałem do pizzy in bianco i też było dobrze. Celujcie w pierwszą lub drugą pozycję, odpuśćcie trzecią, bo skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać. Chyba, że kupujecie oczami i żaba na kiju Was uwiodła, wtedy nie ma z czym polemizować.

P.s. Choć testowane wina są godne polecenia w kontekście ceny, podczas degustacji ekskluzywniej się nie poczułem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s