Kawa od Lewego

kuchnia

Wielkie nazwiska przyciągają uwagę. Tak jak za mundurem panny sznurem, tak za sławą podążają pieniądze i zysk. Nic dziwnego, że gwiazdy ekranu czy słynni sportowcy sygnują swoimi nazwiskami limitowane serie kremów pod oczy lub spoglądają z opakowań płatków śniadaniowych w co drugim markecie. Tę drogę wybrał również Robert Lewandowski, a do oferty produktów podpisanych jego nazwiskiem trafiła niedawno kawa RL9.

Jak możecie się domyślać, tego typu produkty rzadko kiedy mogą się mierzyć z wyjadaczami w tej, czy innej kategorii. Nie są one obliczone na zagwarantowanie niesamowitych doznań ekspertom materii (chociażby baristom w opisywanym przeze mnie dziś przypadku). Mają one reprezentować dość dobrą jakość, aby nie zszargać odsprzedanego nazwiska oraz mieć cenę, która pozwoli zarobić, tak producentowi, jak i osobie użyczającej swojej sławy. To w zupełności wystarcza. Wielu fanów RL9 z pewnością ustawi się w kolejce by kupić rzeczone ziarna (a w sumie nie tylko ziarna, bo rozpuszczalna z dziewiątką na etykiecie też powstaje, co w mojej ocenie stanowi małe faux-pas). Inna grupa pójdzie do sklepu po małą czarną od Lewego jedynie z ciekawości. Nie muszę chyba podkreślać, jak duże jest prawdopodobieństwo, iż słynny napastnik nawet tej kawy nie próbował (choć chciałbym się mylić).

Szkoda czasu i atłasu na takie produkty. Nie miejmy złudzeń, za 60 złotych polskich per kilo ciężko spodziewać się kawy z punktacją powyżej 85 oraz konkurującej z czołówką rynku. Już sama cena pokazuje, z którymi graczami ma się mierzyć polski napastnik (wspomnę chociażby Lavazzę czy Tchibo). Po co zatem dziś o tym wszystkim wspominam, skoro sam przyznaję, że szkoda strzępić… no sami wiecie czego?

A no właśnie dlatego, że trochę na krzywą gębę użyłem nazwiska słynnego polskiego piłkarza, aby przedstawić Wam inną gwiazdę. Napastnika z krwi i kości w świecie kawy. Włocha znanego wśród baristów (a w sumie nawet bardziej roasterów) niczym Andrea Pirlo w świecie futbolu. Włocha, który jest precyzyjny w paleniu kawy niczym Gianluigi Buffon, gdy pomiędzy dwoma słupkami bramki dzielnie stawia czoła rzutom karnym…

Gardelli, to o nim dziś mowa. To jest mój Lewandowski w świecie kawy. Zakupiłem jakiś czas temu dwie kawy ze świeżego wypału wprost od włoskiego mistrza i poddałem je testom, których opis znajdziecie poniżej.

CIGNOBIANCO ESPRESSO BLEND | 21G | 25S | 55ML

Ziarna nie są równego koloru, co wbrew obiegowej opinii wcale nie świadczy o ich jakości. Pamiętajmy, że mamy tu do czynienia z blendem, a więc mieszanką kaw z różnych upraw. Są one niemniej pełne i niepołamane, matowe. Zapachem zaraz po otwarciu paczki przypominają natkę pietruszki zmieszaną z tytoniem. Pierwsze parzenie zbyt szybkie, choć już przy nim uwydatniła się nuta, która zdecydowanie dominowała – mleczna czekolada. Na powierzchni gęsta, jasno-kremowa pianka. Na podniebieniu pierwsza próba zbyt rozwodniona. Dało się jednak wyczuć delikatną kwasowość, mnóstwo słodyczy i delikatności.

CIGNOBIANCO ESPRESSO BLEND | 22G | 27S | 45ML

Tu ratio już prawie idealne, stosunek uzyskanego naparu do użytego ziarna zadowalający. Tym razem mój shot był bardziej gęsty, wyrazisty, kakaowy. Wciąż jednak elegancki, z delikatną jedynie kwasowością oraz całym ogromem mlecznej czekolady. Finisz bardzo długi i przyjemny, słodkawy. Celny shot, celny niczym RL9, który szuka bramki!

MANGA LARGA SERIES | 21G | 20S | 50ML

I znów pierwszy shot za szybki, sędzia odgwizduje spalony! Ziarna równe, tego samego koloru, bez znaków szczególnych. Zapach espresso orzechowy, delikatnie karmelowy, ale ogółem mało wyrazisty. Na podniebieniu pojawia się nieco owocowo-tostowych nut podbijających kwasowość i dających delikatną taninę. Kolejna próba musi być bardziej celna…

MANGA LARGA SERIES | 22G | 24S | 45ML

Jest strzał na bramkę i… gol! Sędzia odgwizduje koniec meczu, który znów okazał się być zwycięski dla drużyny Gardelli. Karmel, orzechy laskowe, delikatny posmak dojrzałych wiśni. Odświeżająca kwasowość i sporo struktury. Odrobinę cięższe niż Cignobianco, bardziej cierpkie, ale nadal eleganckie.

Nawet po zwycięskim meczu należy przejść do podsumowań i wyciągnąć wnioski. Obie kawy pokazują klasę i niebywałą jakość. Są świetnie zbalansowane, tam gdzie powinny atakować, atakują. Tam gdzie trzeba się trochę wycofać – czynią to bez zawahania. Różnią się nieznacznie, choć jako takie są bardzo do siebie podobne. Dla mnie Cignobianco wysuwa się delikatnie na prowadzenie w tabeli, jest ciut słodsze i przede wszystkim oczarowuje niesamowitym smakiem mlecznej czekolady. Świetne. Choć cena nie jest najniższa (Cignobianco 150zł/kg), jestem przekonany, że właśnie takie kawy chciałby pić sam RL9!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s