Wino (nie) pod krawatem

wino

Dziś zdecydowanie rzadziej niż jeszcze dekadę temu spotykam się z opinią, że wino to rozrywka dla bogatych ludzi z wyższych sfer. Bajecznie droga winiarka pod schodami lub nawet cała piwniczka w willi z basenem. Wystawne kolacje pod krawatem w nagradzanych restauracjach. Kelner przynoszący w białych rękawiczkach nieco przykurzoną butelkę Bordeaux z 82’. Dojrzały pan z siwiejącą czupryną teatralnie wąchający korek. Takie obrazy w dzisiejszych czasach spotykają się raczej z pobłażliwym uśmiechem, niż zrozumieniem…

Wystarczy jednak spojrzeć na amerykańskie filmy z początku lat 2000 (a nawet zdecydowanie późniejsze), aby przekonać się, że wspomniane obrazy nie są wcale dziełem mojej wyobraźni. O, choćby O Północy w Paryżu Woodyego Allena. Bądźmy jednak wdzięczni Bachusowi, że  trzyma pieczę nad swoim interesem i z biegiem lat dało się zauważyć postępującą popularyzację wina wśród konsumentów naszego kraju. Może nie jesteśmy jeszcze jako naród tam, gdzie Włosi, Hiszpanie czy Francuzi, ale na pewno kierunek jest dobry. Nie jesteśmy też w punkcie, którego od lat pragnie mój kolega po fachu, Irek prowadzący bloga Blurppp, a mianowicie przy grillu ze znajomymi z flaszkami przyjemnych i tanich win zamiast koncernowych piw. Na to przyjdzie nam na pewno jeszcze długo poczekać…

Szeroka oferta pijalnych, a czasem naprawdę dobrych, win w marketach i dyskontach. Relatywnie stabilne ceny na półkach, które przy wzrastających pensjach stają się nieco bardziej na wyciągnięcie ręki konsumenta. Zaskakująco szybki rozwój rodzimej produkcji z równie błyskawicznymi postępami w kwestii jakości. Dziś wino ma o wiele łatwiejszą drogę do klienta, niż kilkanaście lat temu. I tylko prawodawcy tkwią po uszy w iście PRL-owskiej mentalności, gdzie obywatel to ktoś szukający taniego procenta, co by w łeb uderzył. Może i tu nastąpi w końcu zmiana, a chociażby sprzedaż win przez internet wreszcie zostanie prawnie uregulowana.

Piszę o tym mając w pamięci ubiegłotygodniową imprezę zorganizowaną w SPOT. na wzór tej, która odbędzie się niebawem we Wrocławskiej Nafcie (swoją drogą dolnośląska edycja była po raz pierwszy zorganizowana rok temu i cieszyła się niezłym powodzeniem). Mowa o Pét Night. Spotkaniu na luzie przy musiakach refermentowanych w butelkach. A te wina nadają się na taką okazję idealnie. Są lekkie i rześkie. Z odświeżającą kwasowością, mnóstwem bąbli oraz owocowo-kwiatowych aromatów. Po prostu nie da się ich pić pod krawatem. Te wina wybaczą nawet zwykłą szklankę zamiast kieliszka. Możecie po nie sięgnąć w japonkach, krótkich spodenkach i hawajskiej koszuli, a wciąż będą smakować idealnie. Bez dalszego przeciągania, przytaczam poniżej moje notatki ze wspomnianej nocy pét-natowej, alla salute!

Entre Vinyes Oníric – limitowana ilość dostępna w Winobramie. W zapachu i smaku jabłkowe, owocowe, delikatnie kredowe z wyraźną goryczką na finiszu.

Di Filippo Wines Malafemmena – pét-nat z nazwy neapolitański, z pochodzenia umbryjski. Stworzony w oparciu o nic innego, jak grechetto bez żadnych dodatków. Lekka kwasowość, pigwowy nos oraz wyczuwalne gruszki w occie. Testowałem również później do pizzy margherity i wypadło wyśmienicie. Z oferty tego samego importera co hiszpański Oníric.

Niepoort Nat Cool Branco – Portugalczycy nie gęsi i swojego pét nata mają. I to jeszcze jakiego, od samego mistrza porto! W nosie miodowo-woskowe, zaskakująco mało owocu, czy kwiatów. Na podniebieniu kreda, kamienie, pestki.

Il Pestifero – tym razem z oferty SPOT. W nosie cydrowe, jabłkowe, świeże i lekkie. Później również nieco bananów, słodkich owoców momentami. Ziołowe, wytrawne, gastronomiczne na języku.

Malibràn Credamoro Col Fondo – w Poznaniu również dostępne w SPOT., ale to wino znajdziecie w wielu miejscach w kraju. Poziom wyżej niż standardowy Malibràn opisywany kiedyś przeze mnie na blogu. Owocowy, słodki, maślany z przebłyskami spod znaku chałki drożdżowej. Usta z kolei ascetyczne i wytrawne.

1701 Sull Erba Non Dosato – Franciacorta jako pét nat? Można i tak. 36 (!) miesięcy na osadzie robi swoje. Są z jednej strony nuty skoszonej trawy i sporo świeżości. Z drugiej natomiast porządna struktura i głębia zbalansowane przez ładną kwasowość. Trochę poważniejsza liga.

Zodiak Pét Nat Barcelona – Polacy w tej kategorii również mogą poszczycić się dorodnymi okazami. Opisywałem na profilu FB kilka tygodni temu egzemplarz z Winnic Wzgórz Trzebnickich. Podczas imprezy w SPOT. miałem okazję spróbować tego z winnicy Zodiak. Jest tu słodkawy, miodowo-kwiatowy nos, ale na języku już zupełnie wytrawnie, twardo i kamiennie. Dość proste, ale arcypijalne.

Zodiak Pét Nat Barcelona Rose – tym razem polski musiak sygnowany nutami maliny, poziomki i dojrzałej jagody. Spory bąbel, przez chwilę nieco pustki na języku, ale szybko następuje przyjemny owocowo-kredowy finisz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s