Winne Wtorki: czas na rieslinga!

Winne Wtorki, wino

Początek maja. Przyroda obudziła się już do życia, drzewa i krzewy kuszą soczystą zielenią. Słońce śmiało przygrzewa i pomaga przetrwać ciężkie dni w szarych ścianach klimatyzowanych biur. W soboty i niedziele nie galerie handlowe, a jeziora i parki przeżywają prawdziwe oblężenie.

Początek maja. Sezon szparagowy w pełni. W Wielkopolsce, ale też w innych częściach Polski i Europy, trwa szał na białe i zielone łodyżki podawane na dziesiątki sposobów (ot chociażby tak, czy tak). Nastał czas, kiedy wystarczy mi na obiad kilogram szparagów al dente. Nie potrzeba pieczystego, ani ziemniaków zatopionych w gęstym sosie. Sowita porcja  szparagów zebranych wczesnym rankiem, a do tego trochę masełka lub zrumienionej bułki tartej, ewentualnie sos holenderski. Gastronomiczny orgazm.

Początek maja. Już niebawem rusza kolejna edycja Tygodni Rieslinga (w tym roku 7-27 maja). Niemiecki Instytut Wina działa na pełnych obrotach, zakontraktowane na reklamę środki będą wykorzystane co do grosza, tudzież eurocenta. Wszystko zaplanowane i przygotowane jak w szwajcars… pardon, niemieckim zegarku. Trudno zaprzeczyć, to jedna z najlepiej zorganizowanych akcji promujących wino na starym kontynencie, a w samej Polsce już widać jej wyraźny wpływ na to, co wybierają konsumenci. Eksport wina niemieckiego w 2017 r. do Polski wzrósł o 54%, osiągając ilość 53.000 hektolitrów i wartość 12 milionów euro. – mówi Anna Gmurczyk, kierownik Przedstawicielstwa Niemieckiego Instytutu Wina w Warszawie.

Początek maja. Czas na rieslinga! Król jest tylko jeden, jak mawiają niektórzy. Na tej odmianie stoi niemieckie winiarstwo, ale znajdziecie ją dosłownie w każdym zakątku ziemi, w którym uprawia się winorośl. Chwała naszym winiarzom, którzy coraz odważniej poszerzają nasadzenia vitis vinifery, w tym oczywiście również rieslinga. Już dziś widać dobre efekty ich pracy, a jest jej niemało, bo Król potrzebuje dobrej opieki tak w winnicy, jak i w winiarni. Optymizmem pod tym względem napawa zwłaszcza Województwo Lubuskie. Dziś wraca się tu do rieslinga, który przecież niegdyś dominował na zachodnich rubieżach Polski.

Jakby nieco na przekór temu co się rzekło, z okazji początku maja sięgnąłem po butelkę nie z Lubuskiego, a ze wschodu. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest Wrestling XV z Winnicy Modła. Annę i Tomasza Stolów miałem okazję odwiedzić w zeszłym roku w ramach akcji Wino+Rower. Oprócz rieslinga na stromym stoku pod Ostrowcem rosną również inne vinifery: bouvier, pinot noir, cabernet sauvignon, merlot, balufränkisch, zweigelt. Efekty, jakie osiągają Stolowie z każdej z nich wprawiają w osłupienie i dobitnie pokazują, że w Polsce są miejsce i klimat dla szlachetnych szczepów.

Wrestlinga z 2015 roku miałem okazję próbować już trzykrotnie. Po raz czwarty jestem mile zaskoczony tym winem. Trzy lata to wciąż dlań zdecydowanie za mało. Nos nadal rześki, z dużą dozą limonki i cytryny. Dopiero po ogrzaniu kieliszka pojawiają się delikatne nuty moreli, mirabelki i zielonego jabłka. W ustach sporo kwasu, krystaliczna woda z górskiego potoku i wciśnięta doń połówka cytryny. Wciąż wyczuwalne mineralne tło nieco ustępuje z czasem cytrusowo-jabłkowej dominancie. Żadnych oznak ewolucji, pełnia wiosny w kieliszku. Dziś to zaledwie młokos, który z czasem na pewno zachwyci jeszcze nie jedno podniebienie. Krótko mówiąc: elegancki riesling prosto ze świętokrzyskich stoków! Jeszcze jeden powód, aby polubić początek maja! 😉

 

Nazwa: Wrestling XV

Producent: Winnica Modła

Miejsce zakupu: w winnicy

Cena: 50zł

Rodzaj wina: białe, wytrawne

Ocena: 5-

 

Sprawdź co napisali pozostali blogerzy:

Winiacz

Nasz Świat Win

Winniczek

Winne Przygody

Blurppp

Powinowaci

Z winem do kina

Winne Okolice

Reklamy

Winne Wtorki: Wino na Wielkanoc

Winne Wtorki, wino

Wino medytacyjne. Choć w teorii tylko niewielką część światowej produkcji można zaklasyfikować do tej kategorii, wydaje się że Polacy na przekór wszystkim są w stanie potraktować jako trunek „do picia solo i rozmyślania” chyba każdą butelkę (nie tylko wina). No cóż, jak mówi przysłowie, jeśli jesteś wystarczająco odważny, wszystko może być… winem medytacyjnym? Chyba jednak nie. Wręcz przeciwnie, tylko wyjątkowe pozycje nadają się do leniwego sączenia bez kulinarnego akompaniamentu. Im potrzeba co najwyżej dobrej lektury lub zacnego podkładu muzycznego. Do takich z pewnością zalicza się Aszù.

Płynne złoto, zwykło się mawiać w kręgach winiarskich znawców (ale i nie tylko) o najlepszych słodkich tokajach. Wina wielowymiarowe, niepowtarzalne, które swoją złożonością potrafią zachwycać i onieśmielać przez więcej niż kilka, może kilkanaście minut. Odkrywają przed degustującym coraz to nowe podkłady nut aromatycznych z każdą kolejną chwilą, a bezrefleksyjne wypicie kieliszka takiej ambrozji w zaledwie kwadrans byłoby zwyczajnym barbarzyństwem.

Teraz Drogi Czytelniku spójrz na temat dzisiejszych Winnych Wtorków. Radosny czas świąt w gronie najbliższej rodziny (lub znajomych, włoskim zwyczajem) raczej nie sprzyja spokojnej zadumie przy kieliszku niecodziennego wina medytacyjnego. No chyba, że wśród biesiadników trafi się akurat dwóch pasjonatów Aszù, którzy mieli okazję z niejednej butelki złocistego trunku pić. Takie sytuacje jednak pomijam, wszak zdarzają się one niezwykle rzadko. Dlaczego zatem na Wielkanocny stół próbuję Wam podsunąć Royal Tokaji 5 Puttonyos Aszù? Odpowiedź jest banalnie prosta. Poza tym, że mamy tu do czynienia ze świetnym winem medytacyjnym, stanowi ono równie dobry akompaniament do tradycyjnych polskich potraw, które lądują na naszych stołach w czasie Świąt Wielkiej Nocy. I nie dajcie się zwieść, nie mam na myśli jedynie mazurków czy innych słodkości (chociaż i do nich naturalnie 5 puttonowe Aszù nadaje się wyśmienicie). Pomyślcie tylko o pasztetach. Nie ma większego znaczenia czy myślimy o tradycyjnym z zająca z podwędzaną śliwką wewnątrz, czy może eksperymentujemy z kaczką i żurawiną. Tokaj to zawsze pewny wybór w takim zestawieniu. Idźmy dalej, wątróbka lub nieco z francuska foie grais. 5 puttonów i takie pyszności to przecież kanon światowej kultury enogastronomicznej!

Czy zatem jest sens stawiać na świątecznym stole nietanie przecież wino, które chociaż podpasuje do wielu dań, może zostać niedocenione w pełni przez pozostałych biesiadników? Czy zasiadający przy stole spojrzą na bursztynową suknię tego Aszù? Czy ktoś wspomni o wosku pszczelim i delikatnym miodzie lipowym w zapachu, który z czasem daje się zdominować przez suszone morele i rodzynki oraz garść migdałów? A potem jeszcze przez nalewkę pigwową i dojrzałe gruszki! A co jeśli naszym towarzyszom wielkanocnej biesiady umkną słodkie, miodowe usta wina? Co jeśli nikt nie zwróci uwagi na nieco kwasu na finiszu, który stanowi przyjemny balans dla aż 173g cukru?! No i ta nuta, która przypomina drapiący w gardło miód… Oby nie umknęła żadnemu z gości! Cóż… w najgorszym wypadku możesz, Czytelniku, medytować w duchu przełykając każdy kolejny łyk tego wina i spotkać w pewnym momencie wzrok starszej cioci, której taki cukiereczek w kieliszku wyda się czymś godnym. Pal sześć jeśli nie doceni ona jego wielowymiarowości… Buona Pasqua!

 

Medytowałem za własne złotówki.

 

Nazwa: 5 Puttonyos Aszù

Producent: Royal Tokaji

Miejsce zakupu: Lidl

Cena: 69,90zł

Rodzaj wina: białe, słodkie

Ocena: 4+

 

Sprawdź co napisali pozostali blogerzy:

Blurppp

Winiacz

Nasz Świat Win

Winne Okolice

 

 

Winne Wtorki: Wino dla zakochanych

Winne Wtorki, wino

Wino dla zakochanych. Temat równie szeroki, jak na przykład przepisy dla singli. Bez chwili wahania przyznaję, że jakiekolwiek próby ferowania wyroków i decydowania, która butelka jest dla zakochanych odpowiednia, a która może nieco mniej, powinny spełznąć na niczym, a cezar chcący tego dokonać winien być poddany ostracyzmowi. Mimo wszystko taką próbę podejmuję. Po pierwsze dlatego, że to już jutro obchodzimy święto (skądinąd nielubiane przeze mnie, ale to temat na inną dyskusje; z góry zaznaczam, że nie wiąże się to z byciem singlem, bo do takich szczęśliwie nie należę) tych, którzy miłość życia znaleźli. Drugim powodem, dla którego zabieram dziś głos jest fakt, że to pierwsza edycja Winnych Wtorków w nowej formie. W celu podniesienia frekwencji i jakości naszych wpisów zdecydowaliśmy wraz z blogerską bracią o zmniejszeniu liczby „wtorków”, w które pijemy wina na zadany temat do zaledwie ośmiu w całym 2018 roku. Czy ma to sens i przyniesie oczekiwane efekty przekonamy się najpewniej dopiero za kilka miesięcy, tymczasem wróćmy do nieco mniej przyziemnych zagadnień…

Jak się rzekło, szukamy dziś wina dla zakochanych. Ustalmy zatem kimże oni są. Pani, pan, ja, ty, my, wy, oni.. W sumie do wspomnianej kategorii zalicza się tak liczna i różnorodna  grupa konsumentów, że równie dobrze moglibyśmy dziś próbować poszukać butelki dla kogokolwiek. Skoro jednak jutro Walentynki, ustalmy, że wybieramy się do sklepu po wino nie dla zakochanych, a właśnie na ten specjalny dzień. Z pewnością wszelkie skojarzenia kulinarne z afrodyzjakami i daniami na nich opartymi są tu w pełni uprawnione. Szampan i truskawki? Choć jest to już wydatek niemały, w taki dzień jak jutro można się szarpnąć. Mamy szampana, co z truskawkami? Mrożone? Wolne żarty. Zostawmy zatem tę opcję dla osób, które mogą sobie pozwolić na jednodniowy wypad do kraju, w którym te owoce (świeże) są aktualnie dostępne (pomijam już, że koszty rosną w takim przypadku do poziomu, gdzie cena szampana jest tylko drobnym wydatkiem).

Czekolada, a skoro czekolada to może primitivo lub Porto? Z pozoru ta propozycja wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza jeśli pomyślimy o kobietach. Walentynki to jednak dzień zakochanych, należałoby zatem pamiętać w równej mierze o mężczyznach, a tu już mam nieco wątpliwości, czy dżemowate primitivo z czekoladą to najlepszy pomysł. Z porto już lepiej, zwłaszcza że wydaje się jakby zima dopiero nadeszła. Rozgrzewające wino wzmacniane powinno pomóc podnieść temperaturę w…  kuchni. I tu pozostańmy.

Kto miałby jednak ochotę na coś innego i należyte wieczorne (bo kto przecież znajdzie czas w ciągu dnia na słodycze, Porto i chwilę zapomnienia z ukochaną osobą) ukoronowanie dnia świętego Walentego, mógłby sięgnąć po lekką czerwień. Taka opcja, z mojego punktu widzenia, wydaje się być o niebo lepsza od oklepanego rosé na 14 lutego. Różowy kolor może już na wstępie (niesłusznie!) odstraszyć męską część i sprawić, że wino będzie dlań jedynie punktem programu, który należy odhaczyć. Z kolei lekka czerwień, bez nadmiaru tanin i z kwasowością na znośnym poziomie, nie wykrzywi pokrytych szminką kobiecych ust w niezbyt estetycznym grymasie… No i koniec końców, wracając do moich wcześniejszych rozważań, lekka czerwień może okazać się strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o parowanie z prostymi przystawkami w postaci finger foodu, a ten (chyba nie muszę tego specjalnie podkreślać) w taki dzień jak Walentynki może okazać się bardzo dobrym wyborem… Tu się zatrzymuję w moich rozważaniach i przechodzę do sedna, otwórzmy Bell’assai od Donnafugata!

Jeszcze zanim zajrzę do wnętrza butelki, musicie przyznać, że zarówno etykieta, jak i nazwa (bell’assai po sycylijsku znaczy ni mniej ni więcej jak niezwykle piękna) bez wątpienia idealnie wpasowują się w tematykę święta zakochanych. Pod romantyczną nazwą Bell’assai kryje się nowość w portfolio producenta. Jest to 100% Frappato z 2016 roku. Sycylijskie słońce dało wino bardzo soczyste i świeże, ale lekkie zarazem. Bukiet oparty na dojrzałych malinach, poziomkach i truskawkach (co raczej nie kojarzy nam się z gorącym obrazem wyspy). Zdecydowanie przyjemniejsze, jeśli serwowane w nieco niższej niż zalecana temperaturze, 12˚C powinno być w sam raz. Po ogrzaniu całość wydaje się nieco zwiędnięta, przejrzała. W ustach delikatne, jest sporo owocu, ale całość dość krótka i urywa się nieco przedwcześnie (oby takiego finału nie miał nikt jutrzejszego wieczora…). Mimo to wino pije się niezwykle łatwo i dostarcza mnóstwo przyjemności. Proste przekąski (a nie mówiłem!), dania na bazie ryb, owoce w pomidorowych sosach, czy drób przyrządzony bez rozmachu powinny być idealnym kompanem dla tej piękności. Gdyby nie cena, rzekłbym że jest to idealne (bezpretensjonalne) wino codzienne. Świetnie powinno się sprawdzić zarówno jutro jak i w każdy cieplejszy dzień w roku jako konkurent orzeźwiających bieli.

A teraz wróćmy do początku. Czy znaleźliśmy wino dla zakochanych? Dla niektórych pewnie tak, ale daleki byłbym od stwierdzenia, że udało nam się dokonać niemożliwego. Ja tego wina jutro nie otworzę, wszak moją butelkę już opróżniłem na potrzeby dzisiejszego artykułu. Wam ją polecam, choć z dostępnością w Polsce na razie jest trudno (może uda się zdobyć na Walentynki za rok!). Kończę i poddaję się ostracyzmowi, chociaż za cezara w żadnym wypadku się nie uważam.

 

Nazwa: Bell’assai

Producent: Donnafugata

Miejsce zakupu: wino otrzymałem od producenta

Cena: 13eur we Włoszech, niedostępne w Polsce

Rodzaj wina: czerwone, wytrawne

Ocena: 4

 

Sprawdź co napisali pozostali blogerzy:

Winiacz

Blurppp

Winne Okolice

Wine Trip Into Your Soul

Nasz Świat Win

Winne Wtorki: Mikołajki 2017

Winne Wtorki

W ciągu roku jest tylko jedna edycja Winnych Wtorków, która wzbudza tak duże zainteresowanie blogerskiej braci. Na początku grudnia wysyłamy sobie wzajemnie paczki z butelkami, którymi obdarowujemy się w ramach akcji mikołajkowej. W tym roku opisuję już po raz czwarty to, co przysłał mi inny winopisarz.

Grudzień to czas żniw w handlu. Nie ważne czy sprzedajesz odzież, zabawki czy produkty spożywcze. W tym miesiącu masz duże szanse na utarg, którego nie uświadczysz przez następne miesiące.  Temu prawu podlega również rynek winiarski. Zbliżająca się uroczysta kolacja wigilijna, choć w wielu domach wciąż bezalkoholowa, wręcz prosi się o butelkę dobrego wina na stole. Jakaż szkoda, że Polacy wciąż zamykają się w utartych schematach i ograniczają swoje wybory bojąc się wyjść chociaż o krok ze strefy komfortu. Tokaj pod makowca, Porto pod pierniki, Riesling pod karpia albo odpowiednio dojrzałe Nebbiolo pod krokiety z grzybami. Do wyboru do koloru. Oczywistym jest, że dania pojawiające się na wigilijnym stole różnią się od domostwa do domostwa. Trudno zatem o złotą radę (czy nawet ich kilka) i listę win, które sprawdzą się w każdych warunkach. Niemniej pewne składniki przewijają się w zdecydowanie większości wigilijnych potraw i to właśnie do nich warto szukać odpowiednich towarzyszy w butelce.

IMG_0073

Kapusta, karp, grzyby leśne. Tych produktów zdecydowanie nie sposób uniknąć podczas przygotowywania wigilijnej wieczerzy. Jeśli chcemy dobrać doń tylko jedno wino, zadanie przed nami niezwykle trudne. Na pewno warto pójść w coś kwasowego i białego (choć niejeden ojciec rodziny czy wujek uznaje wyłącznie czerwień…). Riesling wydaje się być optymalnym rozwiązaniem, ale oczywiście nie jedynym możliwym. Do karpia czy innej tłustej ryby na masełku można poszukać innych, nieco bardziej oleistych i przyciężkawych win, jak chociażby beczkowane chardonnay. Niestety taki wybór nie będzie faworyzował połączeń z pozostałymi wigilijnymi potrawami i koniecznie może być otwarcie innych butelek.

Jeśli już chcemy pójść w czerwień, tak przecież pożądaną przez wujka-znawcę, możemy skierować się w stronę Pinot Noir. I nie, nie musi to być od razu Burgundia, wszak jaką możemy mieć pewność, ze pozostali obecni przy stole docenią te (zazwyczaj drogie) wina. Warto poszukać czegoś u naszych zachodnich sąsiadów lub uderzyć w patriotyczną strunę i sięgnąć po wyśmienitą butelkę z Winnicy Wzgórz Trzebnickich. I tu lista jest niezwykle długa, w zależności od tego co postawimy na naszym stole podczas wigilijnej wieczerzy. Wróćmy jednak do bieli, bo właśnie takie wino i świetną propozycję na wigilię u ciotki podesłał mi autor bloga Winiacz, Robert Szulc.

Dotychczas myśl mi ta przez głowę nie przeszła, aby 24 grudnia rybę, grzyby czy kapustę podlać winem półsłodkim. Nabrała ona jednak o dziwo sensu i polotu, gdy obok karpia w kieliszku pojawił się Rappenhof Riesling Kabinett 2015. Wino dojrzałe już w pierwszym nosie. Sporo żółtego owocu jak morela czy mirabelka. Zapach słodki, intensywny, nieco duszący w pierwszej chwili. W ustach na szczęście zupełnie inna historia, która ze spokojem sprawdzi się na wigilijnym stole. Sporo cukru, wszak to kabinett, ale znajduje on piękny balans w równie dużej ilości kwasu, zwłaszcza na finiszu. Całość oparta na dobrze zbudowanym ciele z oleistą strukturą. W kilku prostych słowach? Klasyczny riesling z wysoką kwasowością, którą przykrywa nieco cukier i sprawia, że jest to wersja soft mogąca pojawić się na wieczerzy wigilijnej bez obawy, że pogardzi nią wujek-znawca. Dzięki Mikołaju!

 

Nazwa: Riesling Kabinett 2015

Producent: Rappenhof

Miejsce zakupu: Jung&Lecker

Cena: 63zł

Rodzaj wina: białe, półsłodkie

Ocena: 4

 

Sprawdź co Mikołaj przyniósł pozostałym blogerom:

Winiacz

Nasz Świat Win

Blurppp

Winne Przygody

Enowersytet

 

Poprzednie edycje Mikołajkowe do wglądu: 2014, 2015, 2016.

Winne Wtorki: czas na Porto

Winne Wtorki

Ostatnia edycja Winno Wtorkowych przemyśleń była dobrą okazją do pożegnania się z latem przy pomocy białego kupażu prosto z Tokaju. Autor bloga Blurppp, Irek, zaproponował, abyśmy dziś sięgnęli po wina z Doliny Douro. Jakoś mi się nie widziało wlewać do kieliszka w połowie października asfaltowe czerwienie z jednego z najgorętszych regionów winiarskich na świecie. Na szczęście autor pomysłu pozwolił na pełną dowolność, a więc obok rozpalonych słońcem wytrawnych czerwieni, mogliśmy sięgnąć po… Porto!

Pewnie pukacie się w głowę i zastanawiacie, w którym miejscu ciężkie porto ma być lepsze na nie-do-końca-zimowe dni od pełnych (ale wyzbytych ze słodyczy) czerwieni. Otóż, Szanowni Czytelnicy, istnieje pewna furtka, która sprawia, że powyższe pytanie retoryczne jest nie do końca takowym. Białe porto! Butelka wspomnianego złocistego słodkiego trunku spoczywa w mojej piwniczce od długich miesięcy. A że dotychczas żadna okazja nie wydawała się być dostatecznie dobrą, aby ją otworzyć, dziś nie było odwrotu.

IMG_9252

Zielona butelka Porto Insígna White przeleżała na mojej półce około dwóch lat. Nie pamiętam już dobrze w jakich okolicznościach do mnie trafiła, ani ile przyszło mi dokładnie za nią wówczas zapłacić. Wydaje się, że producent zrobił wszystko, aby ciekawski winopijca nie trafił na jego stronę internetową. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań mnie się jednak udało. Wspomniane porto to kupaż kilku lokalnych odmian (viosinho, malvasia fina, gouveio, arinto, cercial, rabigato). Producent określa je jako „mineralne, świeże i krągłe”. Z tych trzech przymiotników do trunku pasował mi jedynie ostatni. Wino ma złocistą suknię, w nosie dominuje od samego początku beczka. Ciężka, waniliowa, odurzająca. Dopiero po długim czasie przebija się przez nią wosk i nuty orzechowe. Ale wszystko to na nic, bo w ustach znów dębina. Całość krągła, to znaczy krąży wokół drewna, które wydaje się być odmienione przez wszystkie przypadki. Dodatkowo goryczkowy finisz, niziutka kwasowość i wyczuwalny w ustach alkohol pomimo porządnego schłodzenia butelki. To nie jest porto, którym chciałbym rozpoczynać jesień.

Dawno już nie przestrzegałem Was przed jakimś winem i właśnie Insígna przerywa tę passę. Producent doradza serwowanie na lodzie z tonikiem lub wodą i plasterkiem cytryny. Zgodzę się w zupełności, pod taką postacią da się wypić więcej niż kilkadziesiąt mililitrów. To ja jednak pójdę po te asfaltowe wytrawne lub sięgnę po czerwone porto…

 

 

Nazwa: Porto White

Producent: Insígna

Miejsce zakupu:

Cena: 30-40zł

Rodzaj wina: białe, słodkie

Ocena: 2,5

 

Inni wtorkowicze napisali:

Blurppp filmowo degustuje 2 PR Iter 2014

Nasz Świat Win sięgnął po dobrze znane Quinta do Vallado