Korki z polskiego wina | Rafał Wesołowski | Winnice Wzgórz Trzebnickich

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie gnałem w takim pośpiechu na lekcję, jak miało to miejsce w ubiegłym tygodniu. Nawet na egzamin magisterski wybierałem się z większym spokojem. Ledwo co wylądowałem na poznańskim lotnisku Ławica, a nie zdążyłem się obejrzeć i już byłem w taksówce wiozącej mnie do domu jedynie po to, aby się przebrać, chwycić za aparat (szczęśliwie o naładowaniu jego baterii pomyślała za mnie I.) i wsiąść do własnego auta. Na złamanie karku udało mi się pokonać pół miasta, przy czym muszę przyznać że szczęście się do mnie uśmiechnęło, bowiem korki tego wieczora były znośne. Mnie natomiast kilka chwil później czekały już zupełnie inne korki, bo te z polskiego wina.

Lekcja trzecia. Tym razem zaproszonym gościem jest Rafał Wesołowski, kolejny człowiek instytucja na polskiej scenie winiarskiej. Właściciel Winnic Wzgórz Trzebnickich przywiózł ze sobą nie tylko świetne trunki, ale i sery z od państwa Wańczyków, które bez dwóch zdań w każdym momencie wieczoru dotrzymywały kroku temu, co znalazło się w kieliszkach. Jego winnice (zaznaczam że użycie liczby mnogiej to nie błąd, bowiem Rafał posiada więcej niż jedną parcelę) znajdują się około 25km na północ od Wrocławia i są znane jako jedne z najlepiej położonych w Polsce. Za ten fakt odpowiada najważniejszy dla powodzenia każdego projektu enologicznego czynnik: terroir.

IMG_0228

Winnice Wzgórz Trzebnickich, jak sama nazwa wskazuje, znajdują się na tak zwanych Wzgórzach Trzebnickich (lub nieco mniej oficjalnie Kocich Górach), a te z kolei są częścią Wału Trzebnickiego, to znaczy pasa morenowych wzniesień, które ciągną się aż od Ostrowa Wielkopolskiego na wschodzie do Łęknicy na zachodzie. Polodowcowy charakter tych terenów, to znaczy gleba złożona w zdecydowanej większości z gliny, żwirów oraz iłów, czasem przykrytych lessem, stwarza doskonałe warunki do uprawy winnej latorośli. Jak twierdzi sam właściciel WWT, warstwa na którą składają się wyżej wymienione materiały skalne jest gruba na 30, a miejscami nawet 60 metrów! Dzięki takiemu terroir wina Rafała Wesołowskiego należą do jednych z najbardziej mineralnych w Polsce, przy czym pierwiastek ten jest na równi wyczuwalny w winach białych, jak i czerwonych. Bez odpowiedniego klimatu jednak, nawet najlepsze podłoże może zdać się na nic. I tu przyroda przychodzi w sukurs właścicielowi winnic z Trzebnicy. Łagodne zimy (temperatura nawet o kilka-kilkanaście stopni wyższa niż w innych częściach kraju), spora liczba wietrznych dni oraz odpowiednia ilość opadów w ciągu roku są zbawienne dla upraw, które nie są aż tak bardzo narażone na wymrożenie czy choroby grzybowe, jak wiele innych winnic w kraju. Do tego wspomnieć należy, że jest to rejon Polski, w którym wegetacja trwa najdłużej. Jak przyznaje Rafał Wesołowski, tutejszy klimat zbliżony jest do tego panującego w Burgundii, co z pewnością w znacznym stopniu przyczynia się do wysokiej jakości jego win. Poniekąd podobieństwo do francuskiego regionu mogło też wpłynąć na wybór, którego dokonał jeśli chodzi o dominującą odmianę w winnicach: pinot noir.

Na tym zakończmy część teoretyczną wykładu. Przejdźmy do praktyki, bo ta jest co najmniej równie ciekawa. Rafał Wesołowski w polskim winiarskim światku znany jest jako człowiek, który jako pierwszy w zdecydowany sposób postawił na uprawę vitis vinifera. W czasach, kiedy wszyscy inni producenci na potęgę obsadzali każdy skrawek ziemi hybrydami, on postawił na pinot noir, rieslinga, chardonnay czy cabernet sauvignon. Co najważniejsze, w przypadku jego winnic szczepy te okazały się być strzałem w dziesiątkę i dziś mało kto miałby czelność powiedzieć, że trzebnickie wina są gorsze niż ich odpowiedniki z Niemiec czy Francji. Ponadto właściciel WWT zasłynął jako jeden z pierwszych producentów win musujących. Jego riesling z bąbelkami czy kupaż chardonnay i pinot noir nie pozostawiają żadnych złudzeń, to zdecydowanie czołówka polskich musiaków. Blanc (60% pinot noir, 40% chardonnay) to wino mające kolor zbliżony bardziej do wina pomarańczowego, aniżeli białego. Wyczuwalne są w nim zarówno nuty owocowe (poziomka, białe owoce), jak i drożdżowe (chałka), za co odpowiada długie leżakowanie na osadzie. Jest to dobry wybór dla wszystkich tych, którzy przygodę z winami dopiero rozpoczynają, sporo cukru resztkowego i niska kwasowość sprawiają, że wino jest łatwe odbiorze i powinno przypaść do gustu nawet osobom nie poszukującym kamiennej wytrawności czy ostrej jak brzytwa kwasowości.

Riesling to jedna z tych odmian, które w winnicach Rafała dają najlepsze efekty. Ten z 2015 roku jest owocowy w nosie (owoce egzotyczne, mirabelka, żółta śliwka). Choć bukiet jest raczej stonowany, idący w stronę elegancji, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czasami zmierza on w kierunku profilu aromatycznego charakterystycznego dla gewürztraminera. W ustach natomiast głośniej już do głosu dochodzi kamienna mineralność podkreślona ładną kwasowością, która jest tu niczym klamra spinająca wszystko w spójną całość. Wino ze znacznym potencjałem, mogące dać sporo radości i za pięć lat, pod warunkiem, że należymy do osób akceptujących nuty naftowo-apteczne w dojrzewającym rieslingu. Dziś natomiast wino znajduje godnego kompana w Kaszmirku z Wańczykówki. Kozi ser przykryty popiołem, nieco kwaskowy, wydaje się być wręcz stworzony do parowania z trzebnickim rieslingiem.

O ile poprzednie wino należy do tych nieco bardziej egzotycznych w zapachu, o tyle Gewürztraminer z 2016 roku jest niezwykle elegancki i nieprzerysowany (jak to się często zdarza w przypadku win opartych na tym szczepie). W nosie nie znajdziemy tu bomby aromatycznej złożonej z płatków róż czy owoców liczi, ale nie znaczy to, że nie pojawiają się  one w ogóle. Bukiet jest stonowany, wyważony, a wspomniane nuty aromatyczne idą w parze z mineralnym tłem. Co więcej, na podniebieniu znajdujemy idealną kontynuację tego, co zaczęło się w zapachu. Wino w ustach jest kremowe, zbalansowane, z aromatami przewodnimi, które już zdążyliśmy poznać. W towarzystwie miękkiego i równie kremowego sera Mr. Wańczyk uwydatnił się lekko goryczkowy finisz gewürztraminera, a całość stworzyła smaczną i pasującą do siebie kompozycję.

O kolejnym winie z Trzebnicy nie mówi się aż tyle, jak chociażby o pochodzących stamtąd rieslingach. A szkoda, bo zasługuje ono na równie wiele, jeśli nie więcej, uwagi. Pinot Gris z 2014 roku to wino pomarańczowe. Maceracja wraz ze skórkami zapewniła mu sowitą dawkę skórki pomarańczowej, migdałów i innych orzechów w nosie. Pomimo wspomnianych nut przewodnich w profilu aromatycznym, w ustach znajdujemy wciąż sporo rześkości i odciążającej kwasowości. Całość zamyka niesamowicie długi orzechowy finisz. Wino zestawione z Krasną Owieczką, czyli jak sama nazwa wskazuje dojrzewającym owczym serem z Wańczykówki, zaprezentowało się w jeszcze lepszej krasie. Bez dwóch zdań jest to jedno z najlepszych orange wines w Polsce i niezastąpiony kompan w kuchni, który znajdzie świetne towarzystwo na talerzu w dziesiątkach, jeśli nie setkach, konstelacji.

Sięgamy po wina czerwone. Czas nauczyć się czegoś również w tym temacie. Pinot Noir 2015 z WWT swego czasu narobiło sporo zamieszania zdobywając złoty Polski Korek w czerwcu ubiegłego roku. Jest to niewątpliwie najlepsze wino z tego szczepu wyprodukowane w Polsce. Próbowane przeze mnie po raz kolejny jedynie potwierdziło swoją klasę. Leśne poszycie złożone z malin, poziomek i jagód oraz ściółki w nosie. Wszystko to doprawione najpierw szczyptą ziół w zapachu, a potem odrobiną pieprzu w ustach. Całość na pewno zyska z czasem, choć już dziś zachwyca elegancją i delikatnością. Klasyka gatunku, wino które oddaje w pełni charakter odmiany i niezwykłego terroir.

Równie dobrze co pinot noir, wypada trzebnicki Cabernet Sauvignon 2015. I tu charakter szczepu zachowany jest idealnie. W nosie z początku sporo zielonej papryki i liści czarnej porzeczki. Dużo owocu jedynie trąconego mineralnością gdzieś w tle. W ustach soczyste, z wyraźną, ale nie przerysowaną kwasowością i ładnie grającą z całością taniną. Choć wino z pewnością nie należy do mocarzy, uniesie takie dania jak duszone policzki czy polędwica wieprzowa, a i wielkopolska kaczka powinna sprawdzić się tu nie najgorzej. Zestawione natomiast z delikatną krowią Goudą było smaczne, ale gwiazdą wieczoru tej pary bym nie okrzyknął. Z czasem można się spodziewać, że krzewy caberneta spod Wrocławia będą dawać wina znacznie bardziej złożone i skoncentrowane. Niech tylko zapuszczą korzenie głębiej w Kocie Góry, niech tylko zapuszczą je głębiej…

Na sam koniec tej lekcji sięgnęliśmy nie po viniferę, jak można by się spodziewać, a po wina oparte na szczepie hybrydowym: Rondo 2014 oraz 2015. Trzeba przyznać, że w żadnym z degustowanych roczników nie pojawiają się charakterystyczne dla tej odmiany nuty buraczkowo-ziemne (co oczywiście uznać należy za pozytyw). Bukiety obydwu win oparte są na czerwonych owocach, dojrzałych w nosie i soczystych w ustach. Rocznik 2014 okazuje się być jednak (słusznie) już nieco posunięty w czasie, wyraźnie cięższy z wyższą kwasowością. Tak jeden jak i drugi rocznik z dojrzewającym Winowajcą pielęgnowanym tym samym winem, okazały się być strzałem w dziesiątkę.

Choć wieczór zakończył się przy towarzystwie hybryd (no nie do końca, bo po Rondo dane nam było jeszcze spróbować polskiej grappy z Gewürztraminera bijącej na głowę zdecydowaną większość konkurentów z Włoch), to vinifery grały tu bez dwóch zdań pierwsze skrzypce. Nie da się zaprzeczyć, że dziś Rafał Wesołowski i jego winnice założone pod Wrocławiem należą do polskiej czołówki. W tym wypadku nikomu już nie przychodzi do głowy, aby podczas oceny posiłkować się relatywizującymi stwierdzeniami typu jak na polskie wino, to… Wina Rafała ze spokojem mogą konkurować z najlepszymi egzemplarzami z zagranicy, co jest chyba najlepszym dowodem na osiągnięty przez niego w ostatnich latach sukces.

I już naprawdę kończąc, gdyby wszystkie lekcje w polskich szkołach i wykłady na polskich uczelniach wyższych były prowadzone w taki sposób jak Korki z polskiego wina w SPOT., instytucja przysłowiowego kwadransa akademickiego nie byłaby potrzebna, bo nikomu z własnej woli nie przyszłoby do głowy spóźniać się na nie, ot co!

 

O poprzednich spotkaniach w ramach Korków z polskiego wina przeczytacie klikając w poniższe miniaturki.

Korki z polskiego wina to cykliczne wydarzenie organizowane przez SPOT. oraz czasopismo Ferment. Podczas kolejnych spotkań swoje wina prezentują właściciele najlepszych polskich winnic z różnych regionów kraju.

Degustowałem dzięki uprzejmości SPOT.

IMG_9128

IMG_9283

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s