Trinacria: Sycylia od morza po góry – Erice

Po całym dniu na Favignanie i kilkudziesięciu kilometrach na rowerach nierzadko pod wiatr jesteśmy już mocno zmęczeni, ale to nasz ostatni wieczór w Trapani i nie darowalibyśmy sobie, jeśli opuścilibyśmy spektakl, jakim jest zachód słońca w Erice. Pogoda nam dopisuje, słońce jest jeszcze na tyle wysoko na niebie, abyśmy zdążyli dojechać do miasta na górze korzystając z komunikacji miejskiej i kolejki linowej.

Podróż z portu do dolnej stacji kolejki zajmuje niemal pół godziny. Tuż przed naszym przystankiem uprzejma starsza pani pokazuje, że powinniśmy wysiąść. Po chwili jesteśmy już w gondoli. Sami. Gondola przed nami jak i ta za nami są puste. Nic dziwnego. Środek tygodnia, późna jesień, temperatura na dole nie zachwyca, a co dopiero w Erice, gdzie jest ona zazwyczaj o kilkanaście stopni niższa. Pomimo, że podróż do góry kolejką jest kosztowniejsza niż podmiejski autobus, warto chociaż raz wybrać się tam w ten sposób. Panorama z każdą sekunda staje się coraz szersza. Z początku widzimy jedynie stację, później pierwsze zabudowania Trapani, aby w końcu mieć szeroki ogląd na solanki, port, całe wybrzeże, a ostatecznie również na majaczące w oddali Egady.

IMG_9845

Wysiadamy po dziesięciu minutach podróży pod górę, które spędziliśmy niemal w absolutnej ciszy próbując zapamiętać jak najwięcej z okalających nas widoków. Wysiadamy na stacji kolejki, która znajduje się tuż przy Porta Trapani, jednej z głównych bram Erice. Słońce wydaje się być jeszcze dostatecznie wysoko, abyśmy zdążyli zrobić i tu niewielką sesję zdjęciową. Jak się później okazało, zamarudziliśmy jednak zbyt długo. Rzut oka na południe. Zachodzące promienie oświetlają w niesamowity sposób wzgórza Sycylii. Zielono-brunatne pagórki rzucają długie cienie na te za nimi, a te z kolei na następne. Widoczność jest znakomita, jesteśmy w stanie dostrzec oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów Marsalę.

Rozpoczynamy wędrówkę pod górę, na chwilę zbaczamy z głównej trasy prowadzącej do centrum Erice, aby zobaczyć Duomo dell’Assunta, główną świątynię, w której od wieków odbywały się najważniejsze dla miasta wydarzenia religijne. Idąc w stronę zamku wstępujemy do niewielkiego sklepu z pamiątkami i lokalnymi winami. To zadziwiające, że tu, to znaczy we Włoszech, nawet najmniejsza gmina czy miejscowość może pochwalić się lokalnym specjałem enologicznym. Znaleźć z Polsce wina z apelacji Erice DOC graniczy niemal z cudem. Mało tego, równie trudno znaleźć je na całym Półwyspie Apenińskim. Tu jednak mam przed sobą całą półkę lokalnych win. Do wyboru do koloru. Ucinamy krótką pogawędkę ze sprzedawczynią, ale po chwili spostrzegamy, że słońce jest już niebezpiecznie nisko i jeśli chcemy zobaczyć to, po co tu przybyliśmy, powinniśmy przyśpieszyć naszą wędrówkę ku górze.

Błądząc w wąskich uliczkach, które wyglądają jak żywcem wyjęte ze średniowiecza, docieramy po kilkunastu minutach do zamku. Spoglądamy właśnie na północ. Morze ma nieco przybrudzoną, granatową, barwę. Na niebie nie wiadomo skąd pojawiły się ciemnoszare chmury zapowiadające kolejną ulewę (nie dalej jak wczoraj zarówno w Trapani, jak i w Erice lało jak z cebra). Jedynie fale docierające do brzegów Sycylii wyróżniają się na tym szarym obrazie białymi grzywami.

Nad naszymi głowami zapalają się lampy miejskie, które rzucają nieco ciepłego światła na kamienne zabudowy. Również wokół zamku pojawiają się pomarańczowo-żółte punkciki, dzięki którym sceneria nabiera jeszcze bardziej magicznego charakteru. Biegniemy znów na drugą stronę, aby zobaczyć jak teraz prezentuje się Trapani i jego okolice. Woda zalegająca w solankach odbija ostatnie promienie słońca, które już zdążyło schować się za horyzontem. Wyspy Egadzkie teraz tworzą jedynie ciemne plamy na tle nieco jaśniejszego morza i nieba, które przecinają ostatnie pomarańczowe pasy. Zapada zmrok, niebo rozświetlają księżyc i zaledwie kilka gwiazd. Niesamowite przeżycie. Jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, jakie kiedykolwiek widziałem. Warto było tu przyjechać.

 

Praktyczny punkt widzenia: do Erice z Trapani można dojechać zarówno kolejką linową, jak i autobusem. Kolejka jest znacznie droższa, ale oferuje też lepsze widoki i zapewnia dotarcie na górę w dziesięć minut. Podróż autobusem to około czterdziestu minut krętą drogą. Przewagą tego drugiego jest jednak fakt, że kursuje on zawsze, a kolejka w wietrzne dni jest zamknięta. Przed planowaną wycieczką najlepiej jest sprawdzić aktualną sytuację na oficjalnej stronie Funivia Erice. Wyruszając do Erice warto zabrać ze sobą ciepłe ubranie, nawet latem temperatura u góry jest zaskakująco niska, a zimą można tu spodziewać się opadów śniegu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s