SPOT.kanie z Polskimi Winami vol.9

wino

Niesiony emocjami związanymi z dziewiątą edycją festiwalu Polskie Wina organizowanego przez SPOT. zdecydowałem się sięgnąć po nieco zapomnianą i zakurzoną butelkę Regelta 2015 z Winnicy Nad Jarem. Gdy po raz ostatni próbowałem tego wina nadal było ono oseskiem z wyraźnymi nutami warzywnymi… Cóż, jakże wówczas można było się co do niego pomylić. Dziś Regelt ma siedem lat na karku i pokazuje ogromną klasę…

Tym winem zajmę się jednak przy innej okazji, a zajmować się niewątpliwie jest czym. Stanowi ono świetny przykład i puentę odnośnie wspomnianej imprezy. Dobitnie pokazuje, że wina zdobywające Korki (nagrody w konkursie towarzyszącemu festiwalowi) należą do czołówki polskiej sceny winiarskiej. Już w 2017 do Winnicy Nad Jarem powędrował Brązowy Korek za Regelta 2016, przy czym wielokrotnie padały słowa: to wino warto odłożyć i spróbować go za kilka dobrych lat. Nie inaczej stało się w moim przypadku.

Przez ostatnie dziewięć lat festiwal organizowany w Poznaniu na stałe wpisał się do listy najważniejszych wydarzeń winiarskich w kraju. Do stolicy Wielkopolski co roku w czerwcu zjeżdżają najpierw setki butelek podlegających ocenie przez szerokie i profesjonalne jury konkursowe, a następnie czołówka polskich winiarzy. Warto przy tym wspomnieć, że rok w rok festiwal nieznacznie zmienia swą formę, a jego organizatorzy nie ustają w dążeniu do doskonałości. Trzeba przyznać, że tegoroczna edycja była doprawdy perfekcyjna. Nie brakowało niczego, od świetnych polskich win, po wzorcową organizację. Konkurencja może jedynie patrzeć i starać się naśladować.

Mnie przyszło uczestniczyć w czterech panelach degustacyjnych, podczas których kolejno poznawaliśmy aktualne trendy w winach musujących, białych, czerwonych, a na słodkich kończąc. Cały dzień zwieńczyła tradycyjna degustacja otwarta w ogrodzie SPOT. Nie można sobie wyobrazić lepszego widoku, niż ciepły czerwcowy wieczór z dziesiątkami ludzi oblegających polskich winiarzy w przyjemnym roślinnym otoczeniu (i to wszystko niemal w centrum miasta!).

Francuski łącznik

Wydaje się, że od lat niekwestionowanym królem polskich win musujących jest Gostart. Guilleaume Dubois z Winnicy Gostchorze nie bez powodu uznawany jest za najlepszego producenta bąbli w naszym kraju. Od samego początku postawił wyłącznie na wina wytwarzane metodą tradycyjną i vinifery. Dziś szkoli on i zachęca kolejnych winiarzy do rozszerzenia oferty o choć jedno wino musujące, a w wielu przypadkach wręcz namawia do całkowitego przestawienia produkcji. Jak mówi sam Guillaume: Polska to kraj stworzony do produkcji wina musującego, jestem przekonany, że w przyszłości tylko takie trunki będą tu powstawać.

Podczas degustacji obok Gostarta 2020 i Rieslinga 2020 z Winnicy Gostchorze stanęły dwa wina z okolic Łodzi. Jean Thierry Smolis urodził się w Szampanii, chodź jego rodzice mają polskie pochodzenie. Po latach spędzonych we Francji i poznawaniu tajników produkcji musiaków postanowił wrócić do kraju ojczystego, gdzie zaczął uprawiać winorośl na około 1,2 hektarach. Podobnie jak w przypadku Gostchorza, i tu mówimy o postawieniu wszystkiego na jedną kartę. Jest jednak pewna różnica. Wina Smolisa spędzają na osadzie minimum 18 miesięcy, a w przypadku degustowanych tego dnia butelek były to aż trzy lata!

Czy warto było czekać? Warto. I to jeszcze jak. Brut Nature 2017 to szampan pełną gębą. Ma drożdżową chałkę, biszkopty i nuty chleba na zakwasie. Usta są tego świetną kontynuacją dzięki wyraźnej kwasowości. Całość głęboka, strukturalna, dojrzała i spójna. Klasa i elegancja. Podobnie z resztą wypada Rosé 2017. Czysty Pinot Noir, lekko miodowy z początku. Nuty wyraźnie wskazujące na szczep, kremowe, z porządną strukturą. Ewoluuje i niesamowicie się otwiera wraz z czasem.

Gostarty przy nich prezentowały się niczym młodzieniaszki tuż przed wejściem w dorosłe życie. Świeże, energetyczne, z krystaliczną kwasowością i mineralnością, ale pozbawione tej struktury i głębi co wina Smolisa. Święte są zatem słowa: nie warto się śpieszyć i lepiej odczekać te półtorej roku. Gorąco namawiam Guillaume’a do wypuszczenia partii dłużej leżącej na osadzie, to będzie zupełnie nowe otwarcie dla Gostchorza.

Trzy kolory: biały

Można by debatować czy wino białe zawsze jest białe. A właściwie dlaczego nigdy nie jest białe. Podczas drugiego panelu degustacyjnego przekonaliśmy się, jak szerokie jest spektrum barw generowanych przez polskie winnice.

Wstęp stanowił Gewürztraminer 2021 od Kamila Barczentewicza. Jeszcze lekko zamglony, niefiltrowany, ledwo co zabutelkowany. Bez rozbuchanego liczi i olejku różanego, stojący bliżej południowego Tyrolu, aniżeli Alzacji. Oszczędny, elegancki, z dość wyraźną jak na ten szczep kwasowością. Kremowy, z pewnością gastronomiczny. Dałbym mu jeszcze chwilę, aby mógł pokazać pełnię swoich możliwości.

W pełnej okazałości prezentował się natomiast Barczentewiczowy Pinot Blanc 2020. Wino leżało na osadzie przez pół roku w betonowym jajku. Ma czysty jak łza nos, czuć białe owoce i polną łąkę. Całość świetnie skrojona i zbalansowana, elegancka i tworząca harmonijną całość. Szyk i klasa!

Kolejne dwa wina stały poniekąd w kontrze do win z Dobrego (parcela Barczentewicza). Nizio Naturals, znani ongiś jako Winnica Dworu Sanna, stawia na naturę i wina produkowane według tej filozofii. Mniszek 2018 to muscaris w czystej postaci. Ma lepki nos, w którym przebijają się nuty waty cukrowej i kiszonej cytryny zarazem. Wraz z ogrzewaniem kieliszka pojawiają się kandyzowane cytrusy i nuty ziołowe. Całość zaskakująca i z pewnością dość wymagająca dla odbiorcy. Usta nieco octowe, kiszonkowe, ale jednak świeże i soczyste. Zdecydowany lider jeśli chodzi o ciekawe i niecodzienne food pairing. Odradzam jednak degustację na solo, to wino docenicie w pełni przy odpowiednio zastawionym stole.

Nizio Naturals Owca 2019. Zanurzając nos w kieliszku wróciły do mnie wspomnienia wakacji i pracy w gospodarstwie u ojca. Owczarnia. Jak bardzo nie brzmiałoby to zaskakująco, to wino po prostu z początku częstuje niczym innym, jak zapachem owiec. I jak możecie się domyślić jest silnie polaryzujące. Nie da się przejść obok niego obojętnie. Albo pokochacie, albo znienawidzicie. Ja do teraz się zastanawiam po której stronie jestem. Po otwarciu się wszak pojawiają się nuty serowe, kredowe, mineralne i orzechowe. Nadal jednak dominuje zwierzyniec. W ustach soczyste i świeże z jednej strony, z drugiej natomiast ściskające w taninowych objęciach.

Czerwony smok

Z czerwonymi winami z Polski przez długi czas trudno było się bratać. Warzywne, buraczane, nierzadko z wyraźną nutą mokrej tektury lub myszy… Odpowiadały za to najczęściej hybrydowe szczepy, błędy w winifikacji oraz zbyt szybkie wypuszczanie win do sprzedaży. Dziś jednak sytuacja ma się zgoła inaczej. Na polskiej scenie winiarskiej jest już całkiem sporo wyśmienitych czerwieni i co najważniejsze, powstają one z takich szczepów jak Pinot Noir!

Dowodem na skok jakościowy niech będzie fakt, że po tegorocznym festiwalu wróciłem do domu wyłącznie z pinotami. Zanim jednak do nich przejdziemy, zatrzymajmy się na chwilę przy Cabernet Cortis 2020 z Winnicy Moderna. Nestor Kościański opanował do perfekcji ten szczep. Cortis, pomimo że hybryda, jest nieco kapryśny na winnicy i bardzo łatwo stworzyć zeń wino pokraczne, przerysowane, nudne i męczące. Ten z Moderny ma charakterystyczne dla odmiany nuty liści porzeczki oraz mnóstwo konfitury porzeczkowej, ale są też jeżyny i sporo soczystości. Wino jest utrzymane w dobrym stylu, ma odpowiednią ilość i kwasu i tanin, ale też świeżych owoców.

Pinot Noir 2020 z tej samej winnicy jest nadal młody. Ma purpurową suknię, a w nosie czuć jeszcze nieco smrodku. Delikatne nuty szypułek i brak pełni równowagi. Należy wspomnieć, że krzewy są jeszcze młodziutkie, więc trudno spodziewać się wielkiego wina. Niemniej odłożyłbym jedną butelkę na rok czy dwa i po tym czasie wrócił do niej w celu sprawdzenia jak się miewa.

Winnica Ingrid to jedno z moich tegorocznych odkryć. Do teraz pluje sobie w brodę, że nie zajechałem do tej winnicy będąc w lubuskim na wypadzie rowerowym… Pinot Noir 2020 ma bardzo jasną, ceglastą barwę. Nos pełną gębą pinotowy. Są świeże poziomki i truskawki, nieco pieprzności w tle. Całość bardzo delikatna i elegancka zarazem. Już dziś robi ogromne wrażenie, ale na pewno nie zmarnieje przez kolejne kilka lat. Świetne wino.

Równie świetny jest z resztą Zweigelt 2020 z Winnicy Ingrid. Ma czereśniowo-wiśniowy nos, dość lekki i świeży. Choć pierwsze wrażenie mogłoby sugerować wino tarasowe, to w ustach czuć ciężar gatunkowy. Jest dobrze wkomponowana wyrazista tanina, sporo świeżego owocowego kwasu i potencjał na kolejne lata. Bardzo udane wino, świetnie skrojone i zbalansowane. Daje dużo radości solo, choć aż się prosi o dobrego kompana na talerzu.

Słodkie życie

Niczym wisienka na torcie, ostatnią degustacją panelową była ta poświęcona winom deserowym. Winnicę Turnau reprezentowały dwie butelki Szlachetnego Zbioru. O roczniku 2021 możecie przeczytać tutaj. Skupię się natomiast na 2016. Dość ciężki rok ze względu na pogodę. Wino ma sporo alkoholu, choć nie wybija się on aż nadto. Nie da się natomiast przejść obok niego obojętnie. Z początku nieco ściśnięte, tabletkowe, goryczkowo-ziołowe. Z czasem otwiera się i układa, ale wciąż nie jest to wino lekkie, łatwe i przyjemne. Z tej pary zdecydowanie stawiam na młodziutki 2021, który stoi świeżością.

Winnica Saganum to zupełnie inny styl. Wina Marcina Furtaka są powszechnie znane i doceniane, o czym świadczy pokaźna liczba zebranych przez niego dotychczas medali i innych nagród. Pinot Gris 2020 częstuje nutami kandyzowanych cytrusów i kredy na delikatnym ziołowym tle. Wino z początku wydaje się być pozbawione kwasu, ale po chwili to właśnie ten element dominuje. Czuć też wyraźną goryczkę i drapanie na podniebieniu niczym po łyżeczce dobrego miodu gryczanego. Z czasem się otwiera i ewoluuje. Mimo, że to nie do końca mój styl, jestem pod wrażeniem.

Solaris 2020 to już zupełnie nie moja bajka. Wosk i miód w nosie, czuć nieco ewolucji i do tego momentu wino jak najbardziej przyjemne. Usta natomiast słodkie, ziołowo-lekarskie. Mocno goryczkowe i trudne do przyjęcia solo… Choć jestem w stanie sobie wyobrazić jak to wino błyszczy przy pleśniowych serach.

O Polskich Winach w SPOT. vol. 9 napisali dotychczas:

Winicjatywa

Zdegustowany

Jedna uwaga do wpisu “SPOT.kanie z Polskimi Winami vol.9

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s